Tel Aviv – gdzie zjeść i co zobaczyć

Kochamy Tel Aviv. Choć nie jest miastem ani szczególnie pięknym, ani szczególnie zabytkowym. Wiele w nim wschodniego bałaganu, widocznego upływu czasu, zaniedbania i tymczasowości. Na pierwszy rzut oka nie musi się podobać. Dlatego warto zatrzymać się tu na chwilę. Najlepiej nieco dłuższą. Nas to miejsce tak mocno chwyciło za serce, że chcemy tam wracać i wracać, i wracać…

Dla nas Tel Aviv to pyszne jedzenie – świeże, sezonowe, proste. To ciekawa architektura i mnóstwo piękna w szczegółach. To też ciepłe morze, fajne plaże, przejażdżki rowerem i interesujący ludzie. Po prostu dobry klimat. Bez ciśnienia i zadęcia. Dziś dzielimy się z Wami tym, co uwiodło nas w Tel Avivie.

Po pierwsze – Yafo (Jafa, Jaffa), czyli najstarsza część miasta. Według nas najlepsza do zamieszkania. Szczególnie w okolicach pchlego targu. Blisko do morza, mnóstwo knajp czynnych do późna i całodobowa arabska piekarnia. Na piechotę można dojść w zasadzie wszędzie – w pobliżu Stary Port i Neve Tzedek. Trochę dalej centrum, Carmel Market i Białe Miasto. Yafo ma swój niepowtarzalny urok. Jest mocno arabska, stara i tajemnicza.
Jeśli nie będziecie mieszkać w Yafo, to i tak warto się tu wybrać. Bardzo interesująca do zwiedzania jest najstarsza część – niedaleko Starego Portu. Tu – poza obejrzeniem głównych atrakcji i spacerem po wąskich uliczkach – polecamy wizytę w Muzeum Ilany Goor (Mazal Dagim St 4). Izraelska rzeźbiarka i projektantka założyła wyjątkową galerię w swoim prywatnym domu. W muzeum znajdują się zaprojektowane przez Goor meble i rzeźby. Są też prace wielu innych artystów, które kolekcjonuje. W okolicy muzeum trzeba odnaleźć wieloryba 😉
Z kolei na terenie Portu warto rozejrzeć się za pamiątkami. W hangarach portowych swoje prace sprzedają młodzi artyści.
Osobnym rozdziałem jest w Yafo pchli targ. Wszyscy poszukiwacze skarbów muszą tu bardzo uważać. Można zgubić dużo czasu. A kupić chyba wszystko.

 

Po drugie – Neve Tzedek – najstarsza żydowska dzielnica Tel Avivu, choć kiedy powstawała, Tel Aviv jeszcze nie istniał (lata 80 XIX w.). Niedaleko morza (całkiem blisko Yafo) można się przechadzać spokojnymi uliczkami, wśród niewysokich kolorowych domków, galerii, pracowni, kawiarni, butików. Głównym ośrodkiem kultury jest tu Centrum Tańca i Teatru Suzanne Dellal. Podobno warto wybrać się na przedstawienie. My niestety nie mieliśmy okazji. W trakcie spaceru po Neve Tzedek koniecznie trzeba zwrócić uwagę na detale, architekturę i street art. Lepiej się tu nie śpieszyć, bo można wiele przegapić. Po drodze do Neve Tzedek (idąc od morza), warto zajrzeć na starą stację kolejową Jafa.

Po trzecie – Bachusy 😉 A właściwie modernistyczne budynki, które powstały w zgodzie z zasadami Bauhaus i Le Corbusiera. Trzeba przyznać, że te właśnie domy (Białe Miasto) stały się dla naszej jednej połowy obiektem fotograficznego szaleństwa. Przekornie nazywaliśmy je bachusami – ale tej nazwy nie szukajcie w przewodnikach 😉 Nam szczególnie przypadła do gustu zabudowa przy ul.Bialik. Ale warto rozglądać się w całym centrum. Znaleźć można prawdziwe perełki.

Po czwarte – Muzeum Sztuki (The Golda Meir Cultural and Art Center, Sderot Sha’ul HaMelech 27). Jeśli nie macie czasu na zwiedzanie, to warto zobaczyć przynajmniej sam budynek. Niezwykły. My zwiedziliśmy kilka interesujących ekspozycji – nie żałujemy. Tym bardziej, że wnętrze muzeum to też arcydzieło.

Po piąte – morze i plaża. Wspaniały deptak wzdłuż wybrzeża i ścieżka rowerowa. Polecamy wypożyczenie roweru – stacje rowerowe dostępne w wielu miejscach. Morze ciepłe (choć bardziej w czerwcu niż w lutym) i czyste. Plaże zadbane i dobrze zorganizowane. Piaszczyste. Oddech i ukojenie. Można się delektować o dowolnej porze dnia i nocy.

Po szóste (a może po pierwsze 😉 – jedzenie. Trudno to opisać. To trzeba zobaczyć, poczuć i posmakować. Z tego bierze się miłość. Jedliśmy dużo vege. Było nieprzyzwoicie dobre. Jedliśmy mięso – palce lizać. Jedliśmy w restauracjach i na ulicy. Jedliśmy też humusy, bakłażanowe pasty i czerwoną kapustę ze sklepu. Wszędzie dobrze. Wszystko smaczne. Jeśli będziecie mieli okazję, spróbujcie sami. Podpowiadamy kilka miejsc. Kolejność przypadkowa – uwzględnia położenie geograficzne głodnego podróżnika 😉

W Yafo

  • Hummus (Olei Zion St 8 – Yafo – pchli targ) Świetne miejsce na śniadanie i mały przedobiad. Hummus klasyczny. Z tahini, z fasolą, cebulą, jajkiem. Są też falafele i frytki.
  • Abu Hasan (Ha-Dolfin 1 Yafo) – hummus
    Tu wyboru nie ma 😉 Hummus w kilku wersjach. Jeśli nie chcecie czekać na wolne miejsca, możecie wziąć hummus na wynos. Ale warto usiąść i popatrzeć jak chłopaki się uwijają. Pysznie tu jest!
  • Bałkański zaułek (Olei Zion St 32 – Yafo – pchli targ) koszerna kuchnia połączenie kuchni bałkańskiej i izraelskiej. Dania nie wyglądają 😉 ale są przepyszne. Bakłażan, ozory, sałatki, zupy. Pamiętajcie żeby wziąć chleb. Jest mega świeży i pyszny.
  • Ramesses (Ben Perachyah 7 – Yaffo – niedaleko pchlego targu) – ciekawa, nowoczesna kuchnia izraelska, dobry sezonowy produkt i fajne połączenia smakowe. Idealne miejsce na kolację na zewnątrz.
  • Abouelafia Bakery (Yefet 7 – Yafo – niedaleko pchlego targu i wieży zegarowej) – pyszne wypieki. Abouelafia to piekarnia arabska – całodobowa. Miejsce, w którym większość załogi ogląda mecze, a mniejszość pracuje 🙂 Niejeden raz ratowała nas w nocy podczas ataku głodu. Często też zabieraliśmy ze sobą jakieś słodkie lub słone pyszności. Całkiem niezłe są (robione na bieżąco) kanapki z opiekacza – szczególnie po północy:)
  • Yaffa Knafeh (Olei Zion 24 – Yafo – pchli targ) – arabski deser wieczorem – nie można sobie odmówić. Z lodami lub bez. Do tego herbata lub tradycyjna kawa.
  • Pan z herbatą ziołową. Ma swoje stoisko składające się z roweru i imbryka. Można go spotkać na deptaku przy samym morzu, w Yafo niedaleko ulicy Russlan 1. Spotkacie go raczej porą jesienno/zimową.

    DSCF8809 Tel Aviv   gdzie zjeść i co zobaczyć

    Pan z herbatą ziołową Jaffa Tel Awiw

  • Dr Shakshuka (Beit Eshel St 3) kultowe miejsce z szakszuką. My niestety byliśmy bardzo rozczarowani. Trafiliśmy tam, bo kojarzyliśmy to miejsce i miłego pana właściciela z programu kulinarno – podróżniczego o przygodach jedzeniowych zwariowanego producenta filmowego. Naszym zdaniem z obiecującego miejsca zrobiła się stołówka turystyczna. Jak na dłoni widać tu na czym polega klęska urodzaju w gastronomii. Kto chce może się sam przekonać.

w Starym Porcie

  • The Container (Stary Port) wieczorem smażone rybki do piwa, przekąski. Można było posiedzieć przy piwie i drinku. Często koncerty i imprezy. Niestety od czerwca 2019 miejsce jest już na stałe zamknięte. Ale to wie, może jeszcze się kiedyś pojawi.
  • Fish and Chips obok Container (Stary Port – w dzień) ryby i owoce morza. Krewetki, fish and chips, frytki, kalmary. Ogólnie smażenina. Ale naprawdę dobra i w dobrej cenie.

Carmel Market – najsłynniejszy bazar w TLV – i okolice

  • Kanapki z mięsem i podrobami przy wejściu/wyjściu ulica Allenby: „dziupla” z grilowanymi mięsami. Pyszna kanapka z podrobami jagnięcymi. Do tego darmowe dodatki na ladzie po prawej stronie. Dobre miejsce, żeby zacząć albo zakończyć wycieczkę po bazarze.
  • „Synagoga” z hummusem (HaCarmel 11) łatwo przeoczyć będąc pod wrażeniem wszystkich tych kolorów na bazarze. Słynne miejsce z naprawdę dobrymi hummusami. Największe wrażenie robi wystrój. Stylizacja na synagogę. Hummusy i dodatki na miejscu i na wynos.
  • Falafelki lub sznitzel – jest kilka punktów, smaczne budżetowe jedzenie na szybko.
  • Kanapki z Trypolisu – musicie wypatrywać głośnego chłopaka, wrzucającego coś na gorący tłuszcz. Kanapka jest wegetariańska (z jajkiem), albo wegańska. Znak rozpoznawczy – torebka na kanapkę ma podobiznę Kadafiego w ciemnych okularach.
  • M25 (HaCarmel St 30) – raj dla mięsożerców. Grill z mięsami. Wchodzisz i wybierasz mięsa z lady chłodniczej, albo rozmawiasz sobie z kimś z obsługi i kierujesz się jego wskazówkami. Wcześniej wybierasz (albo dostajesz już wybrany) stolik. A później zajadasz pyszne mięsa.
  • Szakszuka (HaCarmel St 41) barek z szakszukami, kilka miejsc na hokerach, ale zamiast pić szoty zajadacie szakszuki 😉
  • Sabich (Tchernikohovski 2 – centrum – blisko Carmel Market) kanapka z jajkiem, bakłażanem i innymi dodatkami. Najsłynniejsza izraelska kanapka. I jedno z najbardziej popularnych miejsc na tą kanapkę w TLV. Niech was nie zmyli wygląd tego miejsca. Kupcie kanapkę usiądźcie na ławeczce pod barem i jedzcie powoli. Można też dobrać sobie jakiś zimny napój. Na pewno pomoże, bo kanapka wbrew pozorom wcale nie jest mała.

Centrum i okolice

  • Miznon (King George 30 Centrum) – koniecznie pieczony kalafior. Dla mięsożerców kanapka z wątróbką, kurczakiem, kebab jagnięcy lub minutowe stejki. Są też kanapki wege. Metalowa miska na stole służy do włożenia do niej kalafiora. Za dodatki stojące po prawej stronie od baru nie trzeba płacić. Spróbujcie też drinków i sezonowych dań. Miejsce popularne, trochę hipsterskie.
  • Deli (Herzl St 12 centrum/Neve Tzedek) pyszne kanapki, koszerne, z wołowiną peklowaną, z mostkiem i innymi smakołykami. Wybieramy pieczywo, rodzaj mięsa, dodatki i czekamy na kanapkę. Dobra też na duży głód. I mają „kogutka” srirachę 😉
  • North Abraxass (Lilienblum 40 – centrum/Neve Tzedek) boski chleb ze śmietaną i inne super świeże smakołyki. Pieczony kalafior też tu jest. Najlepsze są miejsca przy barze – warto przyjść tuż po otwarciu – wtedy jest szansa na miejsce. Można też zrobić rezerwację, ale chyba raczej na stolik. Menu zmienia się 2 razy dziennie – sezonowe. Mega prosto i mega pysznie. I na luzie, jak w większości miejsc w TLV.
  • Dalida (Zevulun 7 centrum/Florentin/Neve Tzedek) – bardziej eleganckie miejsce, choć też luzu nie brakuje. Przekąski pod nazwą Magnificent Seven to świetny wybór. Potrafią zaskoczyć. Są też dania Medium i Large. Chyba lepiej zrobić rezerwację. Nam udało się bez – w piątek wieczorem.
  • Port Said (Har Sinai 5 – na przeciwko Wielkiej Synagogi) – zjedliśmy tu najpyszniejsze, najprostsze kanapki – tosty z awokado. Całe menu wygląda pysznie, ale byliśmy już mega pełni. Następnym razem koniecznie do odwiedzenia na dłuższe posiedzenie i z większą ilością jedzenia 😉
  • Shakshukia (Ben Yehuda St 94) dobra szakszuka w kilku rodzajach, fajne miejsce na śniadanie (takie późniejsze;)

Nowy Port

  • Sherry Herring (Nemal Tel Aviv St 12) Kanapka ze śledziem. Pyszna i można do niej zamówić szota w cenie. Szukajcie hangaru z barami, prawie na końcu portu. Sam Nowy Port to fajne miejsce do połażenia. Po drodze – jeśli wybierzecie się piechotą wzdłuż morza – warto zwrócić uwagę na dziwny budynek ala Gaudi 😉

Smacznego i miłego zwiedzania
Wasza slodkokwasna.pl

Gdzie w Hanoi coś dobrego zjeść i wypić – część 1 …………………………………………………….. Hanoi – good places where you can eat and drink – Part 1

Pomysł na taki post powstał bardzo dawno tylko – jak wiadomo z naszych wpisów – lenistwo to nasze drugie ja, no może trzecie. W końcu zachęcani przez bliższych i dalszych znajomych oraz naszych czytelników pomyśleliśmy, że po prostu trzeba usiąść na dupie i napisać tego posta. I tak też uczyniliśmy. Przed Wami lista miejsc gdzie można dobrze zjeść/wypić w Hanoi. W trakcie pisania okazało się, że lista jest całkiem spora, więc została podzielona na dwie części.
Kolejność miejsc jest przypadkowa. Warto choć raz odwiedzić każde.

Such idea emerged long tie ago. But as you can see from our previous posts – Laziness is our middle name. Or maybe last name. Finally, encouraged by friends and our readers, we thought „It is about time to sit our asses down and make it happen”. So we did. Below there is a list of good places you can eat and drink in Hanoi. As we got into the action, it appeared the list is quite long. So we did it in two parts.
Places are listen in no particular order. They are worth visiting at least once.

Alejka z lunchowymi daniami. Lunch alley.

Jedno z najciekawszych kulinarnych miejsc w Hanoi. Ciężko znaleźć, ale jak już tam traficie, to się zakochacie. Typowe uliczne jedzenie, taki też wystrój. Nie dla fanów białych obrusów i srebrnych sztućców 😉 Za to jedzenie naprawdę przepyszne. Każde stoisko to inne dania. Nad stoiskami są umieszczone tabliczki z nazwami dań serwowanych w danym miejscu. Można też zajrzeć „do garów” (dosłownie 😉 i zobaczyć na co ma się ochotę. Wybór duży: bun cha (grilowana wieprzowina z makaronem), bun oc (danie ze ślimakami i makaronem), banh xeo (coś jak omlet złożony na pół – tylko taki bardziej sztywny – z dodatkami mięsno – warzywnymi w środku), pho tieu, binh dan (zestaw obiadowy, zestaw różnych dań serwowany z ryżem, a na koniec (i posiłku, i alejki) możecie się uraczyć che, czyli deserem mieszanym z przeróżnych galaretek, owoców i nasion o dziwnych smakach i zaskakującej konsystencji, podawanym z lodem i polewą. Do wszystkich dań można zamawiać napoje z innych stoisk z napojami, ale płacimy cały rachunek w jednym miejscu. Poszczególne składniki można wskazać po prostu palcem, albo zdać się na panią ze stoiska. My byliśmy tam kilka razy i za każdym odkrywaliśmy nowe dania i nowych sprzedawców.

One of the most interested places in Hanoi. Hard to find. But if you do find it, you will fall in love. Typical street food, so is the appearance of this alley. Not a place of white tablecloths and silver cutlery 🙂 However the food is delicious. Every stand is a different food story. Above them there are plates with the name of the dish. You can literally look inside the pots and decide what you want to try. The selection is large:
bun cha (grilled pork with noodles), bun oc (snails with noodles), banh xeo (looks like an omelette fold in half (but more rigid) with meat and vegetables, pho tieu, binh dan – lunch set of different dishes served with rice.
At the end (of the feast and the alley) you can treat yourself with che – a dessert with mixed jellies, fruits and seeds of peculiar taste and surprising consistency. Served with ice and glaze. You can buy different drinks from different stands. We pay only one bill in one place.
You can just point every ingredient or you can rely on the lady at the stand. We were there few times and with every time we were discovering new courses and new vendors.

Adres i wskazówki:

google map

Mapa google nie wskazuje dokładnie tej uliczki, bo jest bardzo mała. Należy się kierować dużą ulicą i i szukać wejscia i tabliczki z napisem

Google map doesn’t show this street exactly as it is a very small street. You have to walk the big street called Hàng Chiếu and look for the entrance with the Ngõ đồng xuân sign around Hàng Chiếu 86.

Najlepsze gołębie.  The best pigeons.

Jeśli macie ochotę spróbować pysznych gołębi (w karcie nazywanych grilowanymi, ale są one smażone w głębokim tłuszczu), to warto się wybrać na kolację do Bittet Hải Tý. Oprócz gołębi jest też sporo innego ptactwa i duży wybór innych dań. Karta jest po angielsku, obsługa bardzo sprawna i wszystko działa mega szybko.

If you feel like tasting delicious pigeons (in menu, the say „grilled”, although they are deep fried), you may consider dinner in Bittet Hải Tý. Besides pigeons you can try variety of fowl and other dishes. Menu is in English, the staff is efficient and everything goes there very smoothly and promptly.

Adres i wskazówki:

Bittet Hải Tý


na rogu

corner of Hàng Giấy and Hàng Buồm streets

google map

Ryba na rybiej ulicy. Fish on Fish Street.

Miejsce funkcjonuje od 1949 roku. W menu znajduje się tylko jedno danie – ryba smażona na małej patelni z dodatkiem warzyw, ziół i makaronu. Danie, podobnie jak miejsce, bardzo popularne. Jest kilka takich miejscówek, z niższymi cenami, ale często ze zdecydowanie gorszą jakością i nastawieniem na turystów 😉 Co ciekawe ulica gdzie się mieści restauracja to ulica rybia – przynajmniej tak nam się wydaje 😉

This place has been in service since 1949. It is one dish menu – fish fried on the small frying pan with accompany of vegetables, herbs and noodles. The dish, as the place, is very popular. There are also few cheap places but often with worse quality and with „milk the tourist” attitude. What is also interesting, the name of the street where they serve fish, is called Fish Street. At least we think so 🙂

Adres i wskazówki:

Chả Cá Lã Vọng

google map

Banh mi pate na ulicy rybiej. Banh mi pate on Fish Street.

Jak już jesteśmy na rybiej ulicy, to warto spróbować banh mi pate (czyli kanapki z pasztetem wietnamskim). Co by nie mówić i jak nie kochać Hanoi, to jednak w porównaniu z południowym Wietnamem hanoiskie banh mi zdecydowanie przegrywa 😉 Zjedliśmy tych kanapeczek sporo i jedyne miejsce, z tych odwiedzonych przez nas, które możemy polecić z czystym sumieniem, to właśnie kanapka z pasztetem na ulicy rybiej 😉
Siedząc na stołeczku, popijając kawę i zajadając się kanapką można zauważyć, że nie tylko my mamy dobre zdanie o smaku tych kanapek. Ciągle ktoś podjeżdża i zamawia kanapkę, albo kupuje pasztet. Bo oprócz kanapek można kupić też duże opakowanie pasztetu. Polecamy. Ostatnio przywieźliśmy dwa, które znikły w zastraszającym tempie 😉

As you are on the Fish Street, you need to try banh mi pate (vietnamese bun with pate). As we love Hanoi, we must truly admit that southern vietnamese banh mi wins the competition in a landslide. We were in many places, we tried plenty of those buns. And the only place we can honestly recommend is the banh mi from the Fish Street. 🙂
Sitting on a stool, sipping coffee and gorging on delicious bun, you can notice that we are not the only one praising those pate sandwiches. There is always somebody coming and ordering banh mi or just pate. Apart from buns you can also buy big package of pate. Truly recommended purchase. Last time we brought 2 packages which we ate … surprisingly fast 🙂

Adres i wskazówki:

Banh Mi Lan Ong

google map

Madame Hien

Zupa pho z foie gras do tej pory śni nam się po nocach 😉 Restauracja Madame Hien to legenda na hanoiskiej mapie kulinarnej. Nie jest zbyt popularna wśród samych Wietnamczyków, nie jest też tania (jak na wietnamskie standardy). Ale dla kulinarnych wrażeń warto tam wracać. Karta jest spora, część dań można sobie darować, jak na przykład nem ran czyli znane nam sajgonki, ale warto się zatrzymać przy wszystkich daniach, które łączą Wietnam z Francją. Koniecznie wspomniana już na wstępie zupa – to kulinarne mistrzostwo. Warto też usiąść w ogródku trochę w głębi, wtedy mamy możliwość podziwiania pracy kuchni przez okna 😉

Pho soup with noise gras is haunting us in our dreams 🙂 Madame Hien restaurant is a legendary place on Hanoi’s culinary map. As it is not so cheap (for local standards), this place is not so popular among Vietnamese people. But it is worth coming back there, just for culinary pleasures. The menu is big, but you can skip some courses like nem ran (vietnamese egg rolls). But you have to pay more attention to all the dishes linking Vietnam with France. Foremention pho soup is a must – a culinary masterpiece. If you sit more far in the garden you can admire through the windows how the magic is being made.

Adres i wskazówki:

Madame Hien

google map

Lody w garażu. Garage ice creams.

Brzmi dziwnie, ale smakuje naprawdę dobrze. Podobno najlepsze lody w Hanoi. Patrząc na tłum kłębiący się przed i w środku parkingu, gdzie ulokowane jest stoisko z lodami, można w to uwierzyć. Tylko pamiętajcie, nie dajcie się zwieść i nie kupujcie „na turystę” na zewnątrz. Koniecznie  trzeba wejść do środka i koniecznie zjeść lody w rożku, kupione na gałki 😉

Sounds strange but they taste really good. The best ice creams in Hanoi – they say. You will agree with that if you see the crowds inside and in front of parking lot where the ice cream stand is situated. But be warned! Don’t be misled and don’t buy outside as a regular tourist. You have to go inside the garage and buy scoop ice creams.

Adres i wskazówki:

Cửa hàng Kem Tràng Tiền

wjazd do garazu i stoisko z lodami od ulicy (NIE JEŚĆ)

Garage entrance and ice cream stand from the street (DON’T EAT THERE)

Bun dau z Kaśką. Bun dau with Kate

Podczas naszej ostatniej wizyty w Hanoi spotkaliśmy się z Kaśką, która od jakiegoś czasu mieszka w Wietnamie. Wiadomo, jak spotkanie, to poskubaliśmy rożne rzeczy: szukaliśmy smaku południowej kanapki w północnym Hanoi, zjedliśmy mieszankę lodu z owocami i wypiliśmy kawę z jajkiem (sic!) w hipsterskiej kafejce 😉 I o tych naprawdę fajnych miejscówkach przeczytacie za chwilę, a w tym punkcie jedno z miejsc, gdzie skubaliśmy tofu z makaronem bun i sosem z pasty krewetkowej czyli bun dau. Jedliśmy w dwóch miejscach, niedaleko od siebie. W jednym z nich jedzenie (nie tylko bun dau, ale tez inne dania) było smaczne i obsługa  miła i pomocna. W drugim zaś wszystko odwrotnie: niemiła pani, burcząca coś pod nosem i takie sobie tofu. A sosu z pasty krewetkowej (mam tom) nie dostaliśmy wcale. Oczywiście polecamy te pierwsze miejsce, drugie omijajcie z daleka. I polecamy też bloga Kaśki www.soulinthebowl.pl na którym znajdziecie sporo przydatnych, dotyczących Azji wskazówek.

On our last trip to Hanoi we met Kate (www.soulinthebowl.pl) who had been living in Hanoi for some time. It’s common and natural, when you meet somebody, you always end up with your hands and mouth full of food. We were looking for the southern taste of the sandwich in northern Hanoi. We also had a mixture of ice and fruits and coffee with egg (sic!) in a hipster cafe.
We will get back to those since places. Now, we want to focus on a place we had tofu with bun noodles and shrimp paste sauce known as bun dau. We tried it in two places, pretty close to each other. In one place the food (not only bun dau) was delicious and the staff was friendly and helpful. In the second place – on the contrary – unpleasant murmuring lady and not so good tofu. And we even didn’t get shrimp paste sauce (mam tom). Of course we recommend former place. Avoid the latter one.

Adres i wskazówki:

Quán Bún Đậu Trung Hương

google map

Bułeczki na rogu. Muffins on the corner.

O jeżyku jakie to było dobre. Wypiekane na świeżo bułeczki z różnymi nadzieniami i polewami. Spróbujcie wszystkich ale nasze typy to te zielone z matcha i drugie z kawą i czekoladowym nadzieniem 😉 Bułki trzeba zabrać ze sobą. Nie da się usiąść w środku czy też obok na ulicy. Ale stąd jest tylko parę kroków nad jeziorko. Jeśli chcecie zjeść bułki do kawy, to zerknijcie od razu na następny adres 😉

O my gosh, how good it was. Freshly baked muffins with different filling and glaze. You can try everyone but our choices are: green with matcha and coffee and chocolate filling. It is a take out place. There is no room to stay inside or on the street nearby. But lake is if few steps away. If you want to have a coffee with those muffins look at the address right away:

Adres i wskazówki:

King Roti

google map

Kafejka z widokiem na jezioro. Cafe with the lake view

„Hipstery, wszędzie hipstery” – tak mówił mój kolega podczas naszego pobytu w tej kafejce. W sumie prawda i hipster wietnamski nie dużo różni się od polskiego. No może brodę ma mniejsza, a w 99% zupełnie nie ma brody, bo jest trochę problemów z bujnością zarostu 😉
Mimo wszystko miejsce bardzo przyjemne, z bardzo przyjacielską atmosferą i przyjazną obsługą. No i wypijecie tu ca fe trung  czyli kawę z jajkiem. To jajko to trochę na wysrost, bardziej pasuje tu nazwa kawa wietnamska z koglem-moglem 😉 pyszna rzecz. Oczywiście są też zwykłe kawy: z mlekiem, bez mleka, z lodem, bez loda 😉 I inne napoje: herabta, lemoniady i rzecz warta spróbowania: bot san, czyli napój lekko „mączny” o właściwościach odkwaszających, zasadowy, idealny dla osób które mają problemy np. ze zgagą. A przy okazji bardzo ciekawy w smaku. I nie bójcie się, że wygląda jak mleko. W smaku nie ma z nim nic wspólnego 😉

Hipsters, hipsters everywhere” – that’s what my friend said when we were there. You cannot agree more. Vietnamese hipster is no different than Polish one. Maybe the beard is shorter or, in 99% cases, they do not have beard as they may have problems with growing some extra hair on their face 🙂
Nonetheless the cafe was cozy with friendly climate and staff. And you can get tu ca fe trung (coffee with egg) here. Well, it is not exactly the egg. It is just vietnamese coffee with kogel mogel (egg yolk with sugar). Delicious drink. Of course you can get regular coffees – with or without milk or ice cream. There are also teas and lemonades and a thing worth trying – bot sat. It is a little „flour” drink with deacidification properties, alkaline, perfect for the people with issues like heartburn. However with a very interesting taste. It looks like milk, so don’t be scared. It doesn’t taste like milk at all.

Adres i wskazówki:

Cafe Đinh

Trzeba przejść przez sklep z torbami i walizkami i udać się na drugie piętro po drewnianych schodach
ps. asortyment sklepu może się zmienić

You have walk through the bag and suitcase store and go on the second floor using wooden stairs. By the way, one day it is a bag and suitcase store, the other day – totally not. The assortment may vary.

google map

Zupa pho bat dan 49. Pho soup bat dan 49

Jedno z niewielu miejsc, gdzie widzieliśmy ludzi karnie stojących w kolejce po jedzenie. Takie typowo uliczne oczywiście, bo pewnie w maku stoją w kolejkach, ale to tylko przypuszczenia, bo maka nie odwiedziliśmy w Wietnamie 😉
Zupę pho zjecie w zasadzie na każdym rogu ulicy, no może na co drugim. I w 99% będzie ona lepsza od tego, co serwują lokale z vietpolem w Polsce. Zresztą podobnie będzie z innym wietnamskim jedzeniem. Tutejsza ulica kasuje większość polskich lokali. Oczywiście są chlubne wyjątki, które często promujemy i propsujemy na fejsbuku i w których naprawdę możemy poczuć się jak w Hanoi. Ale jak już jesteśmy w Hanoi, to warto sprawdzić, które miejsca z zupą pho propsują Wietnamczycy i dlaczego. I właśnie jednym z takich miejsc jest lokal Pho Bat Dan 49. Sprawdziliśmy i warto tam zjeść. Tylko pamiętajcie, że lokal pracuje od samego rana (o 7 był już otwarty, wcześniej nie sprawdzaliśmy 😉 do około 10-11, później jest przerwa i otwiera się w okolicach 17-18 do późnego wieczora. Pamiętajcie tylko, że tłuszcz jest nośnikiem smaku i nie ma się co bać tych pięknych tłustych kawałków pływających w zupie. Aha i zamówcie do zupy paluchy banh quay. Można je wrzucać do zupy (po wietnamsku) albo przegryzać (po naszemu) Polecamy sposób wietnamski 😉

One of few places you can see people standing punitively in the line for food. Street-wise lines. I bet they stand in the line in McDonalds, but I cannot confirm this as we never went to any fast food restaurant in Vietnam.
You can have Pho soup on every corner. Maybe on every other corner. For 99% it is going to be a better soup than you can try in Poland. It regards to any Vietnamese food. Hanoi streets top most of Vietnamese restaurants in Poland. We have creditable places in Poland that we promote on our Facebook. You can feel like in Hanoi. As we are already in Hanoi, let’s find out which places with Pho soup are mostly recommended by Vietnamese and why. One of those places is Pho Bat Dan 49. We went there and tried the soup. Worth visiting place. The local starts early in the morning. We went there at 7 am and it was already working. We didn’t check if they had been working before 7 am :-). There is a break from 10-11 am, It reopens around 5-6 pm and is on til late. Remember that fat is a carrier of the taste. So don’t be afraid of those fat pieces floating in your bowl. And order banh quay bread sticks. You can put them to your bowl (Vietnamese style) or just bite (our style). Vietnamese style is highly recommended 🙂

Adres i wskazówki:

Phở Bát Đàn

49 Bát Đàn, Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội, Wietnam

mapa google

Sałatki i rolki zaraz niedaleko jeziorka. Salads and rolls nearby the lake.

W Azji często jest tak, że idziesz sobie, coś widzisz i ciach siadasz i jesz 😉 Tym razem też tak było. Nie było wtedy menu, tylko jakiś duży baner z kilkoma nazwami. Niektóre kojarzyliśmy, innych nie, ale zamówiliśmy wszystko i niczego nie żałowaliśmy. Wam też polecamy i sałatki, i rolki i świeżą kiełbaskę fermentowaną nem chua. Jak chce się pić to wystarczy poprosić o herbatę z lodem (tra da), kawę z mlekiem i lodem (ca fe sau da) albo piwo (bia) i szybko Wam to przyniosą z drugiej strony ulicy. Doliczą oczywiście do jednego rachunku za jedzenie 😉

In Asia when you walk and see something you just sit and eat it. Just like that. It is very common picture. That’s what happened to us. There was no menu, only big banner with few names on it. Some of them we recognized, some we did not. However we ordered everything and there was nothing we could regret. We recommend you – salads, rolls, fresh made fermented sausage (nem chua).
If you want something to drink just ask for a tea with ice (tra da), coffee with milk and ice (ca fe sau da) or beer (bia). They will promptly deliver any of the beverage from the other side of the street. Of course everything will be included in your only one bill.

Adres i wskazówki:

Nộm Long Vi Dung

23 Nhà Hỏa, Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội, Wietnam

google map

Bardzo dziękujemy za pomoc:
Tuan Anh Nguyen, który był naszym miejscowym, jedzeniowym przewodnikiem po Hanoi,  Ngoc Diep, która wysłała nas do Wietnamu razem z mapą ze wskazówkami,                Tung Dang, który zabrał nas na browara i zajebiste che                                                        Kaśce, z którą mokliśmy na deszczu, wybieraliśmy buty, piliśmy kawę, jedliśmy tofu           i banh mi 😉
i Mdobrogov – który znosi wszelkie zachcianki związane z tłumaczeniem pokręconych polskich tekstów na angielski 😉

We would like to thank:
Tuan Anh Nguyen – our local guide who showed us not only the beauty of the city of Hanoi but also all of those delicious places.
Ngo Diep – who sent us to Vietnam with a map and exact directions.
Tung Dang – who took us for beer and freaking amazing che
Kate – with who(m) we got wet in the rain, picked our shoes, drank coffee, ate tofu and banh mi

Druga część za chwilę 😉

PS Wszystkich serdecznie zachęcamy do dzielenia się w komentarzach swoimi ulubionymi miejscami w Hanoi.

Tropem wietnamskich przysmaków część pierwsza

Dzisiaj wpis bardzo krótki i bardziej obrazowy niż tekstowy 😉
Dawno, dawno temu nakręciliśmy, przy ogromnej pomocy Seby i Diep, naszą wycieczkę ze Street Food Polska. Montaż trwał bardzo długo, ale w końcu się udało. Za oprawę wizualną odpowiedzialny jest Tomek.
Zapraszamy do oglądania. Proponujemy wybrać jakość HD (kółeczko zębate na dole po prawej)

a przy okazji zapraszamy na warsztaty 07.02.2015

Podstawy kuchni tajskiej

Program:
1. Przywitanie uczestników
2. Parę słów o kuchni tajskiej, smaki, przyprawy i składniki
3. Dania:
tom yum
pasta curry domowa
zielone curry
sago (deser)
4. Wspólna uczta
5. Pytania i odpowiedzi 😉


Warsztaty poprowadzi Michał Kurek – pasjonat i wariat kulinarny, znawca kuchni azjatyckiej i polskiej. Prowadzi bloga azjatycko-autorskiego www.maleinkitchen.blogspot.com, kucharz w programie Dzień Dobry TVN, a także ekspert tworzący prozdrowotne przepisy w stowarzyszeniu „Lubię pomagam!” promującym krwiodawstwo i zdrowy tryb życia. Jak mówi o sobie: „Ciągoty do kuchni miałem od małego – w młodości mieszkałem w Singapurze i już wtedy przejawiałem pasję do jedzenia – zamiast leżakować z innymi dziećmi w przedszkolu, opiekunki zabierały mnie na lody A w domu rodzinnym asystowałem babci w kuchni, gdzie obowiązkowo musiałem oblizać łopatki do ciasta”. Tajską kuchnię wyniósł z restauracji „Maharaja Thai” z którą przez wiele lat był związany.
a pomagać będzie mu Marcin który bloguje, fotografuje i odkrywa różne smaki Azji, próbując je łączyć i ujarzmiać 😉

Termin:
07.02.2015 godzina 14.00

Wpis na listę po deklaracji w komentarzach wydarzenia lub na priv. Wpłaty na konto 130zl (osoby uczestniczące w innych warsztatach slodkokwasna.pl 120zl) do 06.02 do godziny 12.00 stanowią potwierdzenie uczestnictwa. W przypadku grupy poniżej 8 osób i warsztaty nie odbęda się, natychmiastowy zwrot na konto.

Nr konta
26 1140 2004 0000 3402 0082 1127
Marcin Szulżycki
tytuł przelewu: Warsztaty i Imię i nazwisko lub nazwa ekranowa z FB (imię nazwisko czy co tam kto ma 🙂

Lista na podstawie wpłat. 10 osób (minimum 8, max 12)

Jak dojechac:
Od strony Ursynowa mostem siekierkowskim i kierować się na Otwock
Od strony Centrum i Pragi ul. grochowska i później ul. patriotów
SKM s1 przystanek PKP Międzylesie
A 521 przystanek PKP MIędzylesie
A 125, 525 Pożaryskiego

Warsztaty organizuje slodkokwasna.pl a wspiera Studio Bitambutam
Link do wydarzenia na FB

 

pixel Tropem wietnamskich przysmaków część pierwsza