Idealny prezent dla miłośników azjatyckiej kuchni. Kupon prezentowy na warsztaty.

Mieliśmy kilka pytań o dostępność kuponów prezentowych na nasze kursy.  Jak jest zapotrzebowanie to i pojawiają się kupony 😉
Kupon jest imienny, ważny jednorazowo na wszystkie warsztaty organizowane przez slodkokwasna.pl w Studio Bitambutam. Data ważności kuponu to 31.12.2017
Kupon możecie kupić swoim bliskim na Gwiazdkę (lub z każdej innej okazji).
Cena kuponu to 120 zł. Dostarczamy go w formie PDF do własnoręcznego wydrukowania i wręczenia. Wszystkie informacje na temat kuponu pod mailem info@slodkokwasna.pl lub w komentarzach.

Zaproszenie na warsztaty kupon prezentowy

Zaproszenie na warsztaty kupon prezentowy

Wasza slodkokwasna.pl

Gdzie w Hanoi coś dobrego zjeść i wypić – część 1 …………………………………………………….. Hanoi – good places where you can eat and drink – Part 1

Pomysł na taki post powstał bardzo dawno tylko – jak wiadomo z naszych wpisów – lenistwo to nasze drugie ja, no może trzecie. W końcu zachęcani przez bliższych i dalszych znajomych oraz naszych czytelników pomyśleliśmy, że po prostu trzeba usiąść na dupie i napisać tego posta. I tak też uczyniliśmy. Przed Wami lista miejsc gdzie można dobrze zjeść/wypić w Hanoi. W trakcie pisania okazało się, że lista jest całkiem spora, więc została podzielona na dwie części.
Kolejność miejsc jest przypadkowa. Warto choć raz odwiedzić każde.

Such idea emerged long tie ago. But as you can see from our previous posts – Laziness is our middle name. Or maybe last name. Finally, encouraged by friends and our readers, we thought „It is about time to sit our asses down and make it happen”. So we did. Below there is a list of good places you can eat and drink in Hanoi. As we got into the action, it appeared the list is quite long. So we did it in two parts.
Places are listen in no particular order. They are worth visiting at least once.

Alejka z lunchowymi daniami. Lunch alley.

Jedno z najciekawszych kulinarnych miejsc w Hanoi. Ciężko znaleźć, ale jak już tam traficie, to się zakochacie. Typowe uliczne jedzenie, taki też wystrój. Nie dla fanów białych obrusów i srebrnych sztućców 😉 Za to jedzenie naprawdę przepyszne. Każde stoisko to inne dania. Nad stoiskami są umieszczone tabliczki z nazwami dań serwowanych w danym miejscu. Można też zajrzeć „do garów” (dosłownie 😉 i zobaczyć na co ma się ochotę. Wybór duży: bun cha (grilowana wieprzowina z makaronem), bun oc (danie ze ślimakami i makaronem), banh xeo (coś jak omlet złożony na pół – tylko taki bardziej sztywny – z dodatkami mięsno – warzywnymi w środku), pho tieu, binh dan (zestaw obiadowy, zestaw różnych dań serwowany z ryżem, a na koniec (i posiłku, i alejki) możecie się uraczyć che, czyli deserem mieszanym z przeróżnych galaretek, owoców i nasion o dziwnych smakach i zaskakującej konsystencji, podawanym z lodem i polewą. Do wszystkich dań można zamawiać napoje z innych stoisk z napojami, ale płacimy cały rachunek w jednym miejscu. Poszczególne składniki można wskazać po prostu palcem, albo zdać się na panią ze stoiska. My byliśmy tam kilka razy i za każdym odkrywaliśmy nowe dania i nowych sprzedawców.

One of the most interested places in Hanoi. Hard to find. But if you do find it, you will fall in love. Typical street food, so is the appearance of this alley. Not a place of white tablecloths and silver cutlery 🙂 However the food is delicious. Every stand is a different food story. Above them there are plates with the name of the dish. You can literally look inside the pots and decide what you want to try. The selection is large:
bun cha (grilled pork with noodles), bun oc (snails with noodles), banh xeo (looks like an omelette fold in half (but more rigid) with meat and vegetables, pho tieu, binh dan – lunch set of different dishes served with rice.
At the end (of the feast and the alley) you can treat yourself with che – a dessert with mixed jellies, fruits and seeds of peculiar taste and surprising consistency. Served with ice and glaze. You can buy different drinks from different stands. We pay only one bill in one place.
You can just point every ingredient or you can rely on the lady at the stand. We were there few times and with every time we were discovering new courses and new vendors.

Adres i wskazówki:

google map

Mapa google nie wskazuje dokładnie tej uliczki, bo jest bardzo mała. Należy się kierować dużą ulicą i i szukać wejscia i tabliczki z napisem

Google map doesn’t show this street exactly as it is a very small street. You have to walk the big street called Hàng Chiếu and look for the entrance with the Ngõ đồng xuân sign around Hàng Chiếu 86.

Najlepsze gołębie.  The best pigeons.

Jeśli macie ochotę spróbować pysznych gołębi (w karcie nazywanych grilowanymi, ale są one smażone w głębokim tłuszczu), to warto się wybrać na kolację do Bittet Hải Tý. Oprócz gołębi jest też sporo innego ptactwa i duży wybór innych dań. Karta jest po angielsku, obsługa bardzo sprawna i wszystko działa mega szybko.

If you feel like tasting delicious pigeons (in menu, the say „grilled”, although they are deep fried), you may consider dinner in Bittet Hải Tý. Besides pigeons you can try variety of fowl and other dishes. Menu is in English, the staff is efficient and everything goes there very smoothly and promptly.

Adres i wskazówki:

Bittet Hải Tý


na rogu

corner of Hàng Giấy and Hàng Buồm streets

google map

Ryba na rybiej ulicy. Fish on Fish Street.

Miejsce funkcjonuje od 1949 roku. W menu znajduje się tylko jedno danie – ryba smażona na małej patelni z dodatkiem warzyw, ziół i makaronu. Danie, podobnie jak miejsce, bardzo popularne. Jest kilka takich miejscówek, z niższymi cenami, ale często ze zdecydowanie gorszą jakością i nastawieniem na turystów 😉 Co ciekawe ulica gdzie się mieści restauracja to ulica rybia – przynajmniej tak nam się wydaje 😉

This place has been in service since 1949. It is one dish menu – fish fried on the small frying pan with accompany of vegetables, herbs and noodles. The dish, as the place, is very popular. There are also few cheap places but often with worse quality and with „milk the tourist” attitude. What is also interesting, the name of the street where they serve fish, is called Fish Street. At least we think so 🙂

Adres i wskazówki:

Chả Cá Lã Vọng

google map

Banh mi pate na ulicy rybiej. Banh mi pate on Fish Street.

Jak już jesteśmy na rybiej ulicy, to warto spróbować banh mi pate (czyli kanapki z pasztetem wietnamskim). Co by nie mówić i jak nie kochać Hanoi, to jednak w porównaniu z południowym Wietnamem hanoiskie banh mi zdecydowanie przegrywa 😉 Zjedliśmy tych kanapeczek sporo i jedyne miejsce, z tych odwiedzonych przez nas, które możemy polecić z czystym sumieniem, to właśnie kanapka z pasztetem na ulicy rybiej 😉
Siedząc na stołeczku, popijając kawę i zajadając się kanapką można zauważyć, że nie tylko my mamy dobre zdanie o smaku tych kanapek. Ciągle ktoś podjeżdża i zamawia kanapkę, albo kupuje pasztet. Bo oprócz kanapek można kupić też duże opakowanie pasztetu. Polecamy. Ostatnio przywieźliśmy dwa, które znikły w zastraszającym tempie 😉

As you are on the Fish Street, you need to try banh mi pate (vietnamese bun with pate). As we love Hanoi, we must truly admit that southern vietnamese banh mi wins the competition in a landslide. We were in many places, we tried plenty of those buns. And the only place we can honestly recommend is the banh mi from the Fish Street. 🙂
Sitting on a stool, sipping coffee and gorging on delicious bun, you can notice that we are not the only one praising those pate sandwiches. There is always somebody coming and ordering banh mi or just pate. Apart from buns you can also buy big package of pate. Truly recommended purchase. Last time we brought 2 packages which we ate … surprisingly fast 🙂

Adres i wskazówki:

Banh Mi Lan Ong

google map

Madame Hien

Zupa pho z foie gras do tej pory śni nam się po nocach 😉 Restauracja Madame Hien to legenda na hanoiskiej mapie kulinarnej. Nie jest zbyt popularna wśród samych Wietnamczyków, nie jest też tania (jak na wietnamskie standardy). Ale dla kulinarnych wrażeń warto tam wracać. Karta jest spora, część dań można sobie darować, jak na przykład nem ran czyli znane nam sajgonki, ale warto się zatrzymać przy wszystkich daniach, które łączą Wietnam z Francją. Koniecznie wspomniana już na wstępie zupa – to kulinarne mistrzostwo. Warto też usiąść w ogródku trochę w głębi, wtedy mamy możliwość podziwiania pracy kuchni przez okna 😉

Pho soup with noise gras is haunting us in our dreams 🙂 Madame Hien restaurant is a legendary place on Hanoi’s culinary map. As it is not so cheap (for local standards), this place is not so popular among Vietnamese people. But it is worth coming back there, just for culinary pleasures. The menu is big, but you can skip some courses like nem ran (vietnamese egg rolls). But you have to pay more attention to all the dishes linking Vietnam with France. Foremention pho soup is a must – a culinary masterpiece. If you sit more far in the garden you can admire through the windows how the magic is being made.

Adres i wskazówki:

Madame Hien

google map

Lody w garażu. Garage ice creams.

Brzmi dziwnie, ale smakuje naprawdę dobrze. Podobno najlepsze lody w Hanoi. Patrząc na tłum kłębiący się przed i w środku parkingu, gdzie ulokowane jest stoisko z lodami, można w to uwierzyć. Tylko pamiętajcie, nie dajcie się zwieść i nie kupujcie „na turystę” na zewnątrz. Koniecznie  trzeba wejść do środka i koniecznie zjeść lody w rożku, kupione na gałki 😉

Sounds strange but they taste really good. The best ice creams in Hanoi – they say. You will agree with that if you see the crowds inside and in front of parking lot where the ice cream stand is situated. But be warned! Don’t be misled and don’t buy outside as a regular tourist. You have to go inside the garage and buy scoop ice creams.

Adres i wskazówki:

Cửa hàng Kem Tràng Tiền

wjazd do garazu i stoisko z lodami od ulicy (NIE JEŚĆ)

Garage entrance and ice cream stand from the street (DON’T EAT THERE)

Bun dau z Kaśką. Bun dau with Kate

Podczas naszej ostatniej wizyty w Hanoi spotkaliśmy się z Kaśką, która od jakiegoś czasu mieszka w Wietnamie. Wiadomo, jak spotkanie, to poskubaliśmy rożne rzeczy: szukaliśmy smaku południowej kanapki w północnym Hanoi, zjedliśmy mieszankę lodu z owocami i wypiliśmy kawę z jajkiem (sic!) w hipsterskiej kafejce 😉 I o tych naprawdę fajnych miejscówkach przeczytacie za chwilę, a w tym punkcie jedno z miejsc, gdzie skubaliśmy tofu z makaronem bun i sosem z pasty krewetkowej czyli bun dau. Jedliśmy w dwóch miejscach, niedaleko od siebie. W jednym z nich jedzenie (nie tylko bun dau, ale tez inne dania) było smaczne i obsługa  miła i pomocna. W drugim zaś wszystko odwrotnie: niemiła pani, burcząca coś pod nosem i takie sobie tofu. A sosu z pasty krewetkowej (mam tom) nie dostaliśmy wcale. Oczywiście polecamy te pierwsze miejsce, drugie omijajcie z daleka. I polecamy też bloga Kaśki www.soulinthebowl.pl na którym znajdziecie sporo przydatnych, dotyczących Azji wskazówek.

On our last trip to Hanoi we met Kate (www.soulinthebowl.pl) who had been living in Hanoi for some time. It’s common and natural, when you meet somebody, you always end up with your hands and mouth full of food. We were looking for the southern taste of the sandwich in northern Hanoi. We also had a mixture of ice and fruits and coffee with egg (sic!) in a hipster cafe.
We will get back to those since places. Now, we want to focus on a place we had tofu with bun noodles and shrimp paste sauce known as bun dau. We tried it in two places, pretty close to each other. In one place the food (not only bun dau) was delicious and the staff was friendly and helpful. In the second place – on the contrary – unpleasant murmuring lady and not so good tofu. And we even didn’t get shrimp paste sauce (mam tom). Of course we recommend former place. Avoid the latter one.

Adres i wskazówki:

Quán Bún Đậu Trung Hương

google map

Bułeczki na rogu. Muffins on the corner.

O jeżyku jakie to było dobre. Wypiekane na świeżo bułeczki z różnymi nadzieniami i polewami. Spróbujcie wszystkich ale nasze typy to te zielone z matcha i drugie z kawą i czekoladowym nadzieniem 😉 Bułki trzeba zabrać ze sobą. Nie da się usiąść w środku czy też obok na ulicy. Ale stąd jest tylko parę kroków nad jeziorko. Jeśli chcecie zjeść bułki do kawy, to zerknijcie od razu na następny adres 😉

O my gosh, how good it was. Freshly baked muffins with different filling and glaze. You can try everyone but our choices are: green with matcha and coffee and chocolate filling. It is a take out place. There is no room to stay inside or on the street nearby. But lake is if few steps away. If you want to have a coffee with those muffins look at the address right away:

Adres i wskazówki:

King Roti

google map

Kafejka z widokiem na jezioro. Cafe with the lake view

„Hipstery, wszędzie hipstery” – tak mówił mój kolega podczas naszego pobytu w tej kafejce. W sumie prawda i hipster wietnamski nie dużo różni się od polskiego. No może brodę ma mniejsza, a w 99% zupełnie nie ma brody, bo jest trochę problemów z bujnością zarostu 😉
Mimo wszystko miejsce bardzo przyjemne, z bardzo przyjacielską atmosferą i przyjazną obsługą. No i wypijecie tu ca fe trung  czyli kawę z jajkiem. To jajko to trochę na wysrost, bardziej pasuje tu nazwa kawa wietnamska z koglem-moglem 😉 pyszna rzecz. Oczywiście są też zwykłe kawy: z mlekiem, bez mleka, z lodem, bez loda 😉 I inne napoje: herabta, lemoniady i rzecz warta spróbowania: bot san, czyli napój lekko „mączny” o właściwościach odkwaszających, zasadowy, idealny dla osób które mają problemy np. ze zgagą. A przy okazji bardzo ciekawy w smaku. I nie bójcie się, że wygląda jak mleko. W smaku nie ma z nim nic wspólnego 😉

Hipsters, hipsters everywhere” – that’s what my friend said when we were there. You cannot agree more. Vietnamese hipster is no different than Polish one. Maybe the beard is shorter or, in 99% cases, they do not have beard as they may have problems with growing some extra hair on their face 🙂
Nonetheless the cafe was cozy with friendly climate and staff. And you can get tu ca fe trung (coffee with egg) here. Well, it is not exactly the egg. It is just vietnamese coffee with kogel mogel (egg yolk with sugar). Delicious drink. Of course you can get regular coffees – with or without milk or ice cream. There are also teas and lemonades and a thing worth trying – bot sat. It is a little „flour” drink with deacidification properties, alkaline, perfect for the people with issues like heartburn. However with a very interesting taste. It looks like milk, so don’t be scared. It doesn’t taste like milk at all.

Adres i wskazówki:

Cafe Đinh

Trzeba przejść przez sklep z torbami i walizkami i udać się na drugie piętro po drewnianych schodach
ps. asortyment sklepu może się zmienić

You have walk through the bag and suitcase store and go on the second floor using wooden stairs. By the way, one day it is a bag and suitcase store, the other day – totally not. The assortment may vary.

google map

Zupa pho bat dan 49. Pho soup bat dan 49

Jedno z niewielu miejsc, gdzie widzieliśmy ludzi karnie stojących w kolejce po jedzenie. Takie typowo uliczne oczywiście, bo pewnie w maku stoją w kolejkach, ale to tylko przypuszczenia, bo maka nie odwiedziliśmy w Wietnamie 😉
Zupę pho zjecie w zasadzie na każdym rogu ulicy, no może na co drugim. I w 99% będzie ona lepsza od tego, co serwują lokale z vietpolem w Polsce. Zresztą podobnie będzie z innym wietnamskim jedzeniem. Tutejsza ulica kasuje większość polskich lokali. Oczywiście są chlubne wyjątki, które często promujemy i propsujemy na fejsbuku i w których naprawdę możemy poczuć się jak w Hanoi. Ale jak już jesteśmy w Hanoi, to warto sprawdzić, które miejsca z zupą pho propsują Wietnamczycy i dlaczego. I właśnie jednym z takich miejsc jest lokal Pho Bat Dan 49. Sprawdziliśmy i warto tam zjeść. Tylko pamiętajcie, że lokal pracuje od samego rana (o 7 był już otwarty, wcześniej nie sprawdzaliśmy 😉 do około 10-11, później jest przerwa i otwiera się w okolicach 17-18 do późnego wieczora. Pamiętajcie tylko, że tłuszcz jest nośnikiem smaku i nie ma się co bać tych pięknych tłustych kawałków pływających w zupie. Aha i zamówcie do zupy paluchy banh quay. Można je wrzucać do zupy (po wietnamsku) albo przegryzać (po naszemu) Polecamy sposób wietnamski 😉

One of few places you can see people standing punitively in the line for food. Street-wise lines. I bet they stand in the line in McDonalds, but I cannot confirm this as we never went to any fast food restaurant in Vietnam.
You can have Pho soup on every corner. Maybe on every other corner. For 99% it is going to be a better soup than you can try in Poland. It regards to any Vietnamese food. Hanoi streets top most of Vietnamese restaurants in Poland. We have creditable places in Poland that we promote on our Facebook. You can feel like in Hanoi. As we are already in Hanoi, let’s find out which places with Pho soup are mostly recommended by Vietnamese and why. One of those places is Pho Bat Dan 49. We went there and tried the soup. Worth visiting place. The local starts early in the morning. We went there at 7 am and it was already working. We didn’t check if they had been working before 7 am :-). There is a break from 10-11 am, It reopens around 5-6 pm and is on til late. Remember that fat is a carrier of the taste. So don’t be afraid of those fat pieces floating in your bowl. And order banh quay bread sticks. You can put them to your bowl (Vietnamese style) or just bite (our style). Vietnamese style is highly recommended 🙂

Adres i wskazówki:

Phở Bát Đàn

49 Bát Đàn, Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội, Wietnam

mapa google

Sałatki i rolki zaraz niedaleko jeziorka. Salads and rolls nearby the lake.

W Azji często jest tak, że idziesz sobie, coś widzisz i ciach siadasz i jesz 😉 Tym razem też tak było. Nie było wtedy menu, tylko jakiś duży baner z kilkoma nazwami. Niektóre kojarzyliśmy, innych nie, ale zamówiliśmy wszystko i niczego nie żałowaliśmy. Wam też polecamy i sałatki, i rolki i świeżą kiełbaskę fermentowaną nem chua. Jak chce się pić to wystarczy poprosić o herbatę z lodem (tra da), kawę z mlekiem i lodem (ca fe sau da) albo piwo (bia) i szybko Wam to przyniosą z drugiej strony ulicy. Doliczą oczywiście do jednego rachunku za jedzenie 😉

In Asia when you walk and see something you just sit and eat it. Just like that. It is very common picture. That’s what happened to us. There was no menu, only big banner with few names on it. Some of them we recognized, some we did not. However we ordered everything and there was nothing we could regret. We recommend you – salads, rolls, fresh made fermented sausage (nem chua).
If you want something to drink just ask for a tea with ice (tra da), coffee with milk and ice (ca fe sau da) or beer (bia). They will promptly deliver any of the beverage from the other side of the street. Of course everything will be included in your only one bill.

Adres i wskazówki:

Nộm Long Vi Dung

23 Nhà Hỏa, Cửa Đông, Hoàn Kiếm, Hà Nội, Wietnam

google map

Bardzo dziękujemy za pomoc:
Tuan Anh Nguyen, który był naszym miejscowym, jedzeniowym przewodnikiem po Hanoi,  Ngoc Diep, która wysłała nas do Wietnamu razem z mapą ze wskazówkami,                Tung Dang, który zabrał nas na browara i zajebiste che                                                        Kaśce, z którą mokliśmy na deszczu, wybieraliśmy buty, piliśmy kawę, jedliśmy tofu           i banh mi 😉
i Mdobrogov – który znosi wszelkie zachcianki związane z tłumaczeniem pokręconych polskich tekstów na angielski 😉

We would like to thank:
Tuan Anh Nguyen – our local guide who showed us not only the beauty of the city of Hanoi but also all of those delicious places.
Ngo Diep – who sent us to Vietnam with a map and exact directions.
Tung Dang – who took us for beer and freaking amazing che
Kate – with who(m) we got wet in the rain, picked our shoes, drank coffee, ate tofu and banh mi

Druga część za chwilę 😉

PS Wszystkich serdecznie zachęcamy do dzielenia się w komentarzach swoimi ulubionymi miejscami w Hanoi.

Karkówka w paście curry czerwonej

Troszkę leniwego odpoczynku od bloga było. No może nie do końca leniwego, bo w tzw. międzyczasie powstawała inna nowa strona z fotografią jedzenia. W zasadzie jeszcze powstaje. Za chwilę pojawią się następne zdjęcia, ale już można tam zaglądać i wyłapywać ewentualne błędy 😉 Będzie tam też blog z przepisami na różne przysmaki kuchni innych niż azjatycka. Kolejny pochłaniacz czasu to pakowarka próżniowa do żywności i gotowanie w niskich temperaturach. Pakowarkę nabyliśmy metodą kupna w Lidl Polska i sprawdza się idealnie. Za urządzenie sous vide służy nam – znany wszystkim czytelnikom bloga – wolnowar (który możemy zastąpić naczyniem z przykrywką umieszczonym w piekarniku elektrycznym). Już niedługo pojawi się prawdziwe urządzeniu sous vide, ale o tym szaaaa 😉
No i dzisiaj danie, które zapakowaliśmy próżniowo razem z marynatą i gotowaliśmy ponad 10 godzin w wolnowarze. Później podpiekliśmy w piekarniku i wystudziliśmy. I zjedliśmy z rożnymi dodatkami lub bez. Naprawdę polecamy (zresztą nie tylko my, mamy też świadków). Pakowanie próżniowe ma tą zaletę, że nie musimy czekać na zamarynowanie mięsa. Tylko marynuje się podczas gotowania. Jeśli nie macie pakowarki próżniowej to możecie skorzystać ze starego indiańskiego sposobu. Mięso z marynatą wkładamy do woreczka strunowego, napuszczamy wody do umywalki, zlewu lub miseczki
wkładamy torebkę pod wodę i „wyciskamy powietrze” Po pozbyciu się powietrza zaciskamy strunę. Można też użyć gumki zamiast struny. Możliwości jest wiele, jak mówiła jedna pani w doskonałym polskim filmie.

PS To na zdjęciu to karkówka po upieczeniu, nie schab 😉
Tylko akurat z tej strony było tak mało tłuszczu, że się wytopił, później było go już coraz więcej 😉

Karkówka w paście curry czerwonej

Karkówka w paście curry czerwonej

Karkówka w paście curry czerwonej

Składniki:

  • 1 kg karkówki
  • 100 g pasty curry czerwonej
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżka octu
  • 1,5 łyżki cukru
  • 1 łyżka pieprzu

Sposób przygotowania:

  1. Mieszamy pastę curry z cukrem, octem i sosem rybnym.
  2. Nacieramy i obkładamy mięso tą mieszanką.
  3. Posypujemy pieprzem i zamykamy próżniowo (maszynowo lub „sposobem”)
  4. Gotujemy w wodzie w wolnowarze na low około 10 godzin (temp. 72-75 stopni)
  5. Później wyjmujemy z opakowania, polewamy sosem i pieczemy w piekarniku 190 stopni około 10-15 minut.
  6. Podajemy na ciepło lub na zimno.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Koreańskie spaghetti

Znaleźliśmy w domu paczkę makaronu. Nic wielkiego – powiecie. Zgadza się. Gdyby to był zwykły makaron jajeczny, makaron ryżowy albo ekspresowy makaron wymyślony przez Momofuku Ando. Takie makarony, wiadomo –  nic szczególnego. Ale my znaleźliśmy makaron wermiszel z batatów. Bardzo fajny, pięknie wyglądający i o ciekawych właściwościach strukturalnych po ugotowaniu (bo na surowo jest twardy i niesmaczny).
No i zrobiliśmy dwa dania. Przepisem na jedno i drugie podzielimy się na blogu przy najbliższych wpisach. Na pierwszy ogień idzie koreańskie spaghetti. Oryginalna nazwa wymyślona na szybko. Istnieje podejrzenie, że żaden przypadkowo zagadnięty  Koreańczyk nie będzie wiedział o co chodzi 😉 Ale mamy nadzieję, że gdyby spróbował, to bardzo by mu zasmakowało. I może pomógłby przemycić to danie do nowego kanonu kuchni Korei. Jeśli znajdziemy chwilę, to przepis przetłumaczymy i wyślemy kilku Koreańczykom do przetestowania 😉

Koreańskie spaghetti

Koreańskie spaghetti

Koreańskie spaghetti

Składniki:

  • 500 g wołowiny zmielonej
  • 500 ml dobrego przecieru pomidorowego
  • 2 łyżki ostrej koreańskiej pasty Gochujang
  • 2 łyżki koreańskiej pasty z czarnej fasoli Chajang
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 1 cebula posiekana w piórka
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 2 łyżki oleju
  • 300 g makaronu wermiszel z batatów
  • sól, pieprz
  • pęczek szczypioru posiekany
  • 1 łyżka oleju sezamowego

Sposób przygotowania:

  1. Przecier, ostrą pastę, pastę z czarnej fasoli i sos rybny miksujemy razem.
  2. Na wok wlewamy 2 łyżki oleju, dodajemy czosnek i jak zacznie mocno pachnieć, dodajemy mięso.
  3. Smażymy mieszając na dużym ogniu.
  4. Dodajemy cebulę i smażymy, aż mięso będzie miało brązowy kolor.
  5. Wlewamy zmiksowana mieszankę, doprawiamy pieprzem i solą, i gotujemy około 10 minut.
  6. Makron przygotowujemy wg przepisu na opakowaniu.
  7. Odcedzamy.
  8. Do porcji makaronu dodajemy 1/4 łyżki oleju sezamowego mieszamy z mięsnym sosem.
  9. Wykładamy do miseczki, dodajemy jeszcze łyżkę sosu i posypujemy szczypiorkiem.
  10. Podajemy gorące.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Żołądki konfitowane gęsie lub kurze

Dzisiaj jeden z naszych ulubionych składników zwierząt 😉 Zabrzmiało pięknie, ale czy na pewno poprawnie? No wiecie, zwierze składa się z: szynki, nóżki, głowy, wielkiego serca (a czasem małego – jeśli małe zwierze), wątroby itd. I nie wiadomo dlaczego część tych rzeczy jest uważana za gorsze, a część za królewskie przysmaki. Czasem następuje pomieszanie z poplątaniem – kiedy np. wątroba, a w dodatku przetłuszczona, staje się królewskim przysmakiem foie gras 😉 My w każdym razie wyznajemy filozofię zjadania całego zwierzęcia i pogardliwie traktowane przez sporą grupę ludzi podroby, bardzo często lądują na naszym stole. Tak było jakiś czas temu, kiedy długo gotowaliśmy w tłuszczu, a dokładnie w smalcu gęsim (który dostaniecie w porządnym sklepie z drobiem), raz żołądki kurze, a raz gęsie. Przy okazji – konfitowanie nic nie ma wspólnego z owocami i cukrem. To właśnie takie długie gotowanie w tłuszczu. Można w ten sposób przygotować każdą część zwierzęcia, ale żołądki wychodzą po prostu bosko. Aha, po przygotowaniu, jeśli wszystkiego od razu nie zjecie, możecie ułożyć w słoiku i zalać pozostałym tłuszczem. W taki sposób możecie przechowywać danie przez dłuższy czas w lodówce.
My użyliśmy wolnowara, ale spokojnie… Możecie też użyć garnka z grubym dnem i małego ognia.

Żołądki konfitowane gęsie lub kurze

Żołądki konfitowane gęsie

Żołądki konfitowane gęsie

Składniki:

  • 400 g żołądków kurzych lub gęsich
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 1 suszona chili pokruszone
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 1 łyżeczka miodu
  • 3 liście laurowe
  • 1 czerwona cebula
  • 1 marchewka
  • 500 ml smalcu gęsiego

Sposób przygotowania:

  1. Przygotowujemy marynatę: sos rybny, pieprz, ocet ryżowy, chili, czosnek, miód, liście laurowe i 2 łyżki smalcu.
  2. Marynujemy żołądki (gęsie kroimy na mniejsze części) przez godzinę/dwie.
  3. Na mocnym ogniu obsmażamy, wrzucamy do gara/wolnowara, zalewamy tłuszczem gęsim i gotujemy na high (lub bardzo małym ogniu na gazie) przez 120 minut.
  4. Dodajemy marchewkę i cebulę, gotujemy jeszcze 2 godziny.
  5. Podajemy na gorąco, z pieczywem, ryżem lub kaszą.
Żołądki konfitowane kurze

Żołądki konfitowane kurze

Żołądki konfitowane kurze

Żołądki konfitowane kurze

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Flaki z kapustą pekińską i pieprzem syczuańskim

Dzisiaj miał być zupełnie inny przepis, ale zrobiliśmy flaki z kapustą pekińską i syczuańskim pieprzem i to było tak dobre (w sumie jest bo jeszcze trochę zostało)  i tak ciekawe w smaku, że chyba warto od razu się tym podzielić. Na początku był pomysł na połączenie kimchi z flakami, ale kimchi się akurat skończyło. Będzie nowe po warsztatach kiszonkowych 30.01 i wtedy (jak już kimchi dojdzie) z pewnością pojawi się ten ciekawy miks, który mamy w głowie. Dzisiaj zamiast kimchi delikatna kapusta pekińska i wszystko podkręcone pieprzem syczuańskim. Jeśli nigdy takiego pieprzu nie próbowaliście, to koniecznie musicie to nadrobić. Najlepiej ułożyć na języku kilka ziarenek pieprzu, czy też raczej kwiatów i ziarenek bo tak ten pieprz wygląda. Potrzymać je chwilę, żeby poczuć  dziwne mrowienie, a później porozgryzać dokładnie i mrowienie będzie kilkukrotnie większe. Następnie pomyślcie jak to może smakować z suszonym ostrym chili. I dlaczego kuchnia Syczuanu jest uważana za jedną z ostrzejszych azjatyckich kuchni 😉
Połączenie flaków, kapusty pekińskiej i pieprzu z chili udało się nadzwyczaj dobrze, co nas utwierdza w przekonaniu, że warto eksperymentować i łączyć składnik, które na pierwszy rzut oka do siebie nie pasują.

Flaki z kapustą pekińską i pieprzem syczuańskim

Flaki z kapustą pekińską i pieprzem syczuańskim

Flaki z kapustą pekińską i pieprzem syczuańskim

Składniki:

  • 500 g flaków oczyszczonych i wstępnie obgotowanych
  • 3 małe marchewki pokrojone w plasterki
  • 1 nieduża kapusta pekińska pokrojona w paski
  • 5 łyżek oleju
  • 2 chili suszone posiekane
  • 3 cm imbiru posiekane
  • 1,5 łyżki pieprzu syczuańskiego
  • 2 małe cebule pokrojone w piórka
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 2 łyżki pasty sojowej sfermentowanej
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżeczka cukru
  • szczypta „wietnamskiej wegety”
  • 0,5 litra wody
  • 1 łyżeczka soli

Sposób przygotowania:

  1. Marchewki wymieszać z kapustą pekińską.
  2. Na woku rozgrzać 3 łyżki oleju i dodać kapustę z marchewką, posolić i smażyć mieszając, aż marchewka zmięknie.
  3. Kapustę i marchewką odstawić.
  4. Na woku rozgrzać 2 łyżki oleju.
  5. Wrzucić chili, imbir, pieprz syczuański i czosnek.
  6. Jak zacznie mocno pachnieć dodać flaki.
  7. Smażyć około 6 minut mieszając dokładnie.
  8. Dodać na powrót kapustę z marchewką.
  9. Doprawić pastą sojową, sosem rybnym, octem cukrem i „wegetą”.
  10. Dodać wodę, wymieszać i gotować na małym ogniu około 30 minut.
  11. Podawać gorące.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Sos dip słodko – ostry z mango i migdałami

Z Nowym Rokiem, nowym krokiem, a u nas z Nowym Rokiem, nowym sosem:) I dodatkowo z mega leniem, więc wpis dzisiaj krótki.
Sos po zrobieniu zjedliśmy z pieczywem. Ale można też z ryżem, albo z mięsem. Jest ostrawy, trochę chrupiący. Ma fajną teksturę i ciekawy smak. Pasuje do wszystkiego. Łącznie z kawałkiem ciasta drożdżowego 😉

Sos dip słodko – ostry z mango i migdałami

Sos dip słodko - ostry z mango i migdałami

Sos dip słodko – ostry z mango i migdałami

Składniki:

  • 120 g migdałów
  • 2 ostre papryczki habanero (lub inne ostre chili)
  • 1 mango
  • 15 małych pomidorków
  • 2 łyżki miodu
  • 2 garście posiekanej kolendry
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • sól
  • 50 ml wody

Sposób przygotowania:

  1. Migdały prażymy na suchej patelni, posypując solą.
  2. Mango kroimy na kawałki, bez obierania.
  3. Dodajemy resztę składników (oprócz sosu rybnego) i blendujemy na pastę.
  4. Przekładamy do rondelka.
  5. Dolewamy wodę, mieszamy i zagotowujemy.
  6. Zmniejszamy ogień i gotujemy około 15 minut.
  7. Dodajemy sos rybny, mieszamy i gotujemy jeszcze 10 minut.
  8. Podajemy zimny.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Bułeczki na parze z perliczką

Dzisiaj przepis na szybko. Na noworoczne lenistwo i na kaca. Ostrawy, o konkretnym smaku. I fajnie zapełniający żołądek. Idealny również jako przekąska na sylwestrową zabawę.
Do przygotowania naszego dania wykorzystaliśmy resztki perliczki z poprzedniego przepisu, ale jeśli macie jakieś upieczone mięso np. pulled pork, boczek chrupiący albo coś innego zalegającego w lodówce, to też się nada. Ponieważ przyrządzanie było w formule  na lenia, skorzystaliśmy z bułek „gotowców”. Może za jakiś czas zrobimy je własnoręcznie i wtedy na pewno podzielimy się z Wami przepisem. A tymczasem życzymy Wam udanej zabawy sylwestrowej i miliona rzeczy do zjedzenia w 2016 roku.

Bułeczki na parze z perliczką

Bułeczki na parze z perliczką

Bułeczki na parze z perliczką

Składniki:

  • 6 bułek drożdżowych do przygotowania na parze (pampuchy)
  • resztki pieczonego mięsa np. z perliczki
  • 1 szalotka pokrojona w piórka
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 1 łyżeczka cukru
  • sos hoisin
  • sos z „kogutkiem”
  • garść kolendry grubo posiekanej

Sposób przygotowania:

  1. Bułeczki kroimy na pół i wypełniamy mięsem.
  2. Przykrywamy drugą połówką.
  3. Na papierze do pieczenia układamy bułki w parowniku i gotujemy około 7 minut.
  4. Szalotkę mieszamy bardzo dokładnie z octem i cukrem. Zostawiamy na 5 minut.
  5. Bułeczki zdejmujemy z pary.
  6. Otwieramy, posypujemy zamarynowaną szalotką, polewamy sosem hoisin i sosem „z kogutkiem”, posypujemy kolendrą.
  7. Zamykamy i od razu podajemy gorące.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Perliczka z ziemniakami i pietruszką

Dzisiaj wpis o przyrodzie. O roślinach, o zwierzątkach, o ptaszkach. A z ptaszków konkretnie o perliczkach. Bardzo fajny to ptaszek. Ładny, nieduży, pięknie zbudowany. I bardzo smaczny. Szczególnie w naszym wydaniu. Zamarynowany przez 24 godziny i wolno uwarzony. Z dodatkiem roślin. Dokładnie dwóch: ziemniaków i korzenia pietruszki. Inne rośliny były też w marynacie. A ze zwierzątek, żeby być dokładnym, były kawałki słoniny. Bo perliczka musi dostać trochę tłuszczu, żeby się nie przesuszyła. Jakby Wam trochę tej perliczki zostało, to nie zjadajcie z byle czym 😉 tylko zaczekajcie dwa dni. Przed Nowym Rokiem zamieścimy przepis na pyszną przekąskę (albo całe danie jak się zje więcej) właśnie z wykorzystaniem mięsa z perliczki 😉

Perliczka z wolnowaru z ziemniakami i pietruszką

Perliczka z wolnowaru z ziemniakami i pietruszką

Perliczka z wolnowaru z ziemniakami i pietruszką

Składniki:

  • 1 perliczka
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 15 cm imbiru posiekanego
  • 1 papryczka habanero lub dwie tajskie chili posiekane
  • 2 liście kaffiru posiekane
  • odrobina czarnego pieprzu
  • 6 goździków pokruszonych
  • 1 łyżka cukru
  • 2 łyżki octu ryżowego
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 2 łyżki oleju
  • 6 ziemniaków pokrojonych w kostkę
  • 2 duże korzenie pietruszki pokrojone w kostkę
  • 80 g słoniny pokrojone w kostkę

Sposób przygotowania:

  1. Czosnek, imbir, chili, liście kaffiru, czarny pieprz, goździki, cukier, ocet, sos rybny i olej ucieramy bardzo dokładnie.
  2. Perliczkę nacieramy powstałą marynatą i zostawiamy pod przykryciem na 24 godziny, przekładając i wsmarowując marynatę co 3-4 godziny.
  3. Ziemniaki mieszamy z korzeniem pietruszki i słoniną.
  4. Odrobinę wysypujemy na dno wolnowara.
  5. Układamy perliczkę i resztę warzyw układamy po bokach.
  6. Pieczemy na programie slow przez 12 godzin, od 7 godziny, mieszając i polewając perliczkę sosem co 40 minut.
  7. Podajemy gorące.
Perliczka w marynacie

Perliczka w marynacie

Pieczenie perliczki start

Pieczenie perliczki start

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Karmel solony sosem rybnym

Brzmi niedorzecznie? Eeee, nie dla nas 😉 Były już rożne próby sosorybne. Były ciastka z sosem rybnym, był drink zaprawiony rybnym sosem, były też próby nieudokumentowane taki jak picie wódki z sosem rybnym. A teraz trochę z przypadku, trochę z podpowiedzi Marcina na pewnej grupie o gotowaniu, powstał karmel solony sosem rybnym. Miały w związku z tym powstać batoniki z karmelowym środkiem i czekoladowymi bokami, ale nie jest tak łatwo dostać dobre foremki batonikowe. Jak tylko się to uda, to pojawi się też wpis o batonikach 😉 A na razie deser, który możecie zaserwować z okazji Wigilii, Gwiazdki czy jak tam sobie ktoś nazywa dzisiejszy dzień. Jest naprawdę dobry, słodki i odrobinę słony. No i idealnie się skomponuje (przynajmniej nazwa) z większością rybnych potraw na stole 😉
Możecie przygotować go również na kolejne dni Świąt do podjadania w towarzystwie „Kevina samego w domu” albo innej okolicznościowej klasyki. My wymieszaliśmy karmel z pokruszonymi herbatnikami i rozdrobionymi orzechami nerkowca. Ale idealnie nadają się też płatki owsiane (przetestowane), ziarna słonecznika i inne ziarna (przetestowane) i pewnie mnóstwo innych rzeczy (będzie testowane). Zastygły karmel (ale nie jest bardzo sztywny, raczej miękki) można też polać czekoladą (sprawdzone).
No to teraz na zakupy (albo do przetrząśnięcia szafek, bo składniki są banalne) i do roboty. Proponujemy od razu podwoić ilość,  bo za chwilę i tak będziecie chcieli więcej. Aha, możecie trochę zwiększyć ilość sosu rybnego, ale za bardzo nie przesadzajcie. Do samego karmelu razem z sosem można też dodać chili albo pieprz i też jest to idealne połączenie 😉

Karmel z sosem rybnym

Karmel z sosem rybnym

Składniki:

  • 10 łyżek cukru
  • 1/2 szklanki wody
  • 15 łyżek śmietanki 30%
  • 4 łyżki masła
  • 1 łyżka sosu rybnego
  • 100 g ciastek herbatników pokruszonych
  • 80 g orzechów nerkowca
  • opcjonalnie: chili posiekane lub suszone, pieprz czarny świeżo mielony, czekolada do polania

Sposób przygotowania:

  1. W rondlu podgrzewamy cukier, aż się stopi i będzie miał brązowy kolor.
  2. Dodajemy wodę (ostrożnie bo będzie strzelało i pryskało)
  3. Gotujemy około minuty (aż cukier znowu się rozpuści)
  4. Dodajemy śmietankę, zmniejszamy ogień i gotujemy 5-6 minut mieszając.
  5. Dodajemy sos rybny (i opcjonalnie np. chili posiekane) i gotujemy mieszając jeszcze pół minuty.
  6. Wyłączamy ogień, dodajemy ciastka i orzeszki.
  7. Mieszamy dokładnie.
  8. Przekładamy do foremki i zostawiamy do ostygnięcia.
  9. Możemy polać rozpuszczoną czekoladą.
Karmel z sosem rybnym z polewą z czekolady

Karmel z sosem rybnym z polewą z czekolady

A tak znikał nasz nowy przysmak podczas robienia zdjęć 😉

Karmel solony sosem rybnym

Karmel solony sosem rybnym

Smacznego i Wesołych Świąt!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Curry z cukinią, porem i stekiem z rostbefu

Dzisiaj danie wege, ale z mięsem – taka wersja 2 w 1 😉 Wszyscy, którzy mięsa nie jedzą, mogą pominąć smażenie i dodanie steka. I gwarantujemy, że będzie równie pysznie. Zaś ci co mięso jedzą steka, niech go dodadzą. Tylko nie wysmażcie go na podeszwę, bo szkoda dobrej sezonowanej wołowiny. Danie bardzo fajne jeśli spodziewacie się gości w Święta, bo pracy dużo przy nim nie ma i można połączyć mięsożerców i bezmięsnych przy jednym stole. No i zapoznać niektórych z azjatycką kuchnią w mało ekstremalnym wydaniu. Przy okazji przypominamy, że cały czas można kupić vouchery na nasze kursy i rezerwować miejsca na warsztaty.

Curry czerwone z warzywami i stekiem z antrykotu

Curry czerwone z warzywami i stekiem z antrykotu

Składniki:

  • 1 cukinia pokrojona w kostkę
  • 1 por – biała część pokrojona w półplasterki
  • 3 ząbki czosnku posiekane
  • 2-3 łyżki pasty curry czerwonej
  • 1 puszka 400 ml mleka kokosowego
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • pieprz
  • szczypta „wietnamskiej wegety”
  • 2 łyżki oleju
  • 1 stek wysmażony na surowo albo średnio pokrojony w kostkę

Sposób przygotowania:

  1. Na woku rozgrzać olej, dodać czosnek i po chwili pastę curry.
  2. Jak zacznie pachnieć, wrzucić cukinie.
  3. Smażyć mieszając 2-3 minuty.
  4. Dodać pora. Smażyć mieszając minutę.
  5. Wlać mleko kokosowe, dodać  sos rybny, cukier i „wietnamską wegetę”.
  6. Zagotować, zmniejszyć ogień i gotować, aż warzywa będą miękkie.
  7. Steka oprószyć pieprzem i smażyć po 1-2,5 minuty na stronę w zależności od grubości i zamierzonego stopnia wysmażenia.
  8. Zostawić na 4 minuty. Kroimy w kostkę.
  9. Jak warzywa będą gotowe, dodać mięso i gotować 1 minutę.
  10. Podawać z bagietką albo z ryżem.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Sałatka na sposób tajski: niby laap z wieprzowiną i kapustą pekińską

Dzisiaj sałatka. Nie bardzo fit, ale za to w takim wydaniu, które uwielbiamy. Czyli prawie samo mięso. I odrobina kapusty pekińskiej, bo akurat została 😉 Danie zainspirowane festiwalem laap (czyli właśnie takich sałatek z siekanego bądź mielonego mięsa), który odbył się w My’o’Tai. Codziennie inna sałatka, z innymi przyprawami. U nas póki co tylko jedna, ale jak już Wam wyjdzie, będziecie mogli poeksperymentować i skomponować własne waracje. Niedługo na blogu pojawi się też laap w wersji bardziej tradycyjnej z długim pieprzem. Tylko musimy go odebrać od trójki naszych znajomych podróżników (których pozdrawiamy i całujemy). A Wy bierzcie się za siekanie lub mielenie mięsa. A za parę chwil będziecie mieli sałatkę do pracy. Sałatkę, której będą Wam zazdrościć wszyscy mięsożercy.

Sałatka na sposób tajski: niby laap z wieprzowiną i kapustą pekińską

Sałatka na sposób tajski: niby laap z wieprzowiną i kapustą pekińską

Sałatka na sposób tajski: niby laap z wieprzowiną i kapustą pekińską

Składniki:

  • 500g wieprzowiny zmielonej z szynki
  • 10 małych listków kapusty pekińskiej pokrojonej w drobne paski
  • 2 czerwone cebule pokrojone w piórka
  • 3 ząbki czosnku posiekane
  • 2 cm imbiru posiekane
  • 1 trawa cytrynowa (biała część) posiekana
  • 2 liście kaffiru posiekane
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżeczka pieprzu
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 1 łyżka posiekanych orzechów nerkowca
  • 1-3 czerwone chili posiekane
  • 4 łyżki oleju

Sposób przygotowania:

  1. Czosnek, imbir, trawę cytrynową, liście kaffiru i chili mieszamy razem.
  2. Dzielimy na dwie części.
  3. Na woku rozgrzewamy 2 łyżki oleju.
  4. Wrzucamy jedną część wymieszanych przypraw, i smażymy chwilę.
  5. Dodajemy kapustę pekińska i smażymy mieszając około 2 minut.
  6. Odkładamy na talerzyk.
  7. Na woku rozgrzewamy 2 łyżki oleju, wrzucamy resztę przypraw, chwilę smażymy i dodajemy mięso.
  8. Smażymy mieszając, na brązowy kolor.
  9. Dodajemy w trakcie sos rybny, pieprz i cebulę.
  10. Na samym końcu dodajemy kapustę pekińską.
  11. Wszystko mieszamy dokładnie.
  12. Podajemy posypane uprażonymi i posiekanymi orzechami nerkowca.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Duszone w wolnowarze żeberka w ostrym sosie śliwkowym

Jeśli macie zrobiony ostry sos śliwkowy i nie macie pomysłu do czego go jeszcze wykorzystać, to polecamy Wam duszone żeberka. A jak duszone, to oczywiście wolnowar. Zamiast wolnowara możecie użyć garnka na bardzo małym ogniu, albo jakiegoś ceramicznego/żeliwnego naczynia z przykrywką i piekarnika nastawionego na 80-100 stopni 😉
Żeberka wychodzą idealne, ostre, bardzo miękkie. Mięso samo odchodzi od kości. Mieliśmy plan żeby je jeszcze przypiec na grillu albo w piekarniku. Ale tak szybko znikały, że plan może sprawdzimy innym razem.

Duszone w wolnowarze żeberka w ostrym sosie śliwkowym

Duszone w wolnowarze żeberka w ostrym sosie śliwkowym

Duszone w wolnowarze żeberka w ostrym sosie śliwkowym

Składniki:

  • 1 kg żeberek wieprzowych pokrojonych na paski (2 lub 3 kostki)
  • 4 łyżki sosu śliwkowego ostrego
  • 3 ząbki czosnku posiekane
  • 100 ml wody
  • 1 łyżka sosu sojowego ciemnego
  • 6 łyżek sosu rybnego
  • 2 cebule pokrojone w piórka
  • 1 łyżka octu ryżowego
  • 1 łyżka oleju sezamowego
  • 2 łyżki miodu
  • 1 łyżka sosu z kogutkiem
  • 1 łyżeczka soli wędzonej

Sposób przygotowania:

  1. Wymieszać wszystkie składniki marynaty, oprócz cebuli.
  2. Dodać do żeberek, dokładnie wymieszać i dopiero dodać cebulę.
  3. Jeszcze raz wymieszać.
  4. Zamarynować na 12 godzin.
  5. Przełożyć do wolnowara.
  6. Dusić 12 godzin na programie slow.
  7. Podawać same, z pieczywem lub ryżem.

A tak wyglądały żeberka podczas marynowania

A tak wyglądały żeberka podczas marynowania

A tak wyglądały żeberka podczas marynowania

Smacznego!!!
Wasza słodkokwasna.pl

Prezent voucher warsztatowy od slodkokwasna.pl

Zachęceni zeszłoroczną akcją, podczas której sprzedało się kilkanaście kuponów, powtarzamy ją również w tym roku. Kupon jest imienny, ważny na wszystkie warsztaty organizowane przez slodkokwasna.pl w Studio Bitambutam. Data ważności kuponu to 30.06.2016
Kupon możecie kupić swoim bliskim na Gwiazdkę (lub z każdej innej okazji).
Cena kuponu to 110 zł. Dostarczamy go w formie PDF do własnoręcznego wydrukowania i wręczenia. Wszystkie informacje na temat kuponu pod mailem info@slodkokwasna.pl lub w komentarzach.

Kupon voucher na warsztaty azjatyckie slodkokwasna.pl

Kupon voucher na warsztaty azjatyckie slodkokwasna.pl

Wasza slodkokwasna.pl

Gołąbki z kapusty pekińskiej z wieprzowiną

Dzisiaj danie, które powstało z potrzeby chwili. W niedzielę warsztatowaliśmy na warsztatach „Kisimy po azjatycku”. Było kimchi i jabłka w koreańskiej paście z orientalnymi dodatkami. I kilka innych warzyw. Swoją drogą, jeśli ktoś ma ochotę na takie lub inne warsztaty, to zapraszamy do zasubskrybowania wydarzeń na naszym fanpage
Kiszonki się kiszą, wydzielając rożne ciekawe zapachy, a nam po warsztatach została jedna kapusta pekińska. I złapaliśmy smaka na gołąbki 😉
Gołąbki zrobiliśmy wykorzystując zmieloną szyneczkę wieprzową, koreańską pastę ssamjang i przecier pomidorowy. Wyszło pysznie. Prawdziwy fusion polsko-koreański. Przepis poniżej do wykorzystania, a my już myślimy nad wersją z całych ukiszonych liści kimchi 😉

Gołąbki z kapusty pekinskiej z mięsem mielonym i pasta koreanska ssamjang

Gołąbki z kapusty pekińskiej z mięsem mielonym i pasta koreanska ssamjang

Składniki:

  • 1 główka kapusty pekińskiej
  • 500g mięsa wieprzowego (z szynki lub łopatki)
  • 3 łyżki oleju
  • 2 cebule małe posiekane
  • 3 ząbki czosnku posiekane
  • 7 łyżek Pasta sojowa chili koreańska Ssamjang
  • 1 szklanka ryżu ugotowanego wg przepisu (na szklankę ryżu 1,5 szklanki wody)
  • 1 łyżeczka pieprzu czarnego
  • 500 g przecieru
  • łyżeczka cukru
  • łyżka sosu sojowego jasnego

Sposób przygotowania:

  1. Końcówkę kapusty odcinamy. Odrywamy pojedyncze liście i płuczemy.
  2. W garnku zagotowujemy wodę, wrzucamy liście po 4 sztuki na wrzątek i gotujemy około 1,5 minuty.
  3. Po wyjęciu wrzucamy do bardzo zimnej wody, żeby zahartować.
  4. Na woku rozgrzewamy 3 łyżki oleju, wrzucamy czosnek.
  5. Smażymy chwilę, dodajemy cebulę i smażymy mieszając do zeszklenia.
  6. Dodajemy  4 łyżki pasty ssamjang i mieszamy.  Dodajemy mięso i smażymy około 8-10 minut mieszając.
  7. Odstawiamy do ostygnięcia.
  8. Przecier pomidorowy mieszamy z 3 łyżkami pasty ssamjang, łyżeczką pieprzu czarnego świeżo zmielonego, łyżeczką cukru i łyżką jasnego sosu sojowego.
  9. Liście kapusty rozkładamy na desce, nakładamy około 1,5 łyżki mięsa, zawijamy boki, i zwijamy całość do końca.
  10. W naczyniu żaroodpornym na dno wlewamy sos pomidorowy, układamy gołąbki i zalewamy całość sosem.
  11. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 190 stopni, na około 15-20 minut.
  12. Po zapieczeniu od razu podajemy z dodatkiem pieczywa, ziemniaków puree lub ryżu.
Gołąbki z kapusty pekińskiej zapieczone

Gołąbki z kapusty pekińskiej zapieczone

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Ostre sosy z ostrymi papryczkami chili

Dzisiaj dwa przepisy na wykorzystanie chili. Chili jemy cały czas. Różne odmiany, różne sosy, na czele z kogutkiem czyli tajską srirachą produkowaną przez Wietnamczyka w Stanach Zjednoczonych, a dokładnie w Kaliforni 😉
Ostatnio kupiliśmy trochę papryczek o intrygujących nazwach czyli bhut jolokia i trinidad scorpion oraz o nazwach bardziej oswojonych jak habanero czekoladowe. Następne papryczki pną się w górę na parapecie (w tej chwili mają około 1 metra wysokości). To odmiana z Peru, którą dostaliśmy od Daniela. A w zamrażarce na różne okazje zapas czerwonego i zielonego chili tajskiego. W jednej z szuflad natomiast 10 odmian najostrzejszych papryk świata do wysiania 😉
Jak widać temat mamy przerobiony dobrze. A teraz wzięliśmy się za przerabianie papryk na sosy. I dwoma przepisami dzielimy się z Wami. Użyliśmy w nich konkretnych odmian, ale możecie użyć każdej ostrej odmiany chili, oczywiście próbując i zwiększając lub zmniejszając ostrość.

Sos gruszkowy z habanero i sos śliwkowy z bhut jolokia

Sos gruszkowy z habanero i sos śliwkowy z bhut jolokia

Sos gruszkowy z habanero i sos śliwkowy z bhut jolokia

Ostry sos gruszkowy z habanero czekoladowym

Ostry sos gruszkowy z habanero czekoladowym

Ostry sos gruszkowy z habanero czekoladowym

Składniki:

  • 3 małe gruszki miękkie
  • sok z pomarańczy
  • 3 łyżki cukru
  • 3 łyżki octu
  • sól, pieprz
  • 1 posiekane habanero
  • 1/2 łyżki cynamonu
  • 2 cm posiekanego imbiru
  • 100-400 ml wody
  • 2 ząbki czosnku

Sposób przygotowania:

  1. Z gruszek wycinamy gniazda i kroimy w kostkę.
  2. Dodajemy sok z pomarańczy, cukier, ocet, posiekane habanero i imbir.
  3. Dolewamy część wody.
  4. Gotujemy na małym ogniu około 2 godzin, często mieszając.
  5. Po tym czasie dodajemy cynamon, doprawiamy solą i pieprzem.
  6. Dolewamy wodę (żeby sos się nie przypalił) i posiekany czosnek.
  7. Gotujemy jeszcze około godziny.
  8. Sos studzimy i miksujemy dokładnie.

Ostry sos śliwkowy z bhut jolokia

Ostry sos śliwkowy z bhut jolokia

Ostry sos śliwkowy z bhut jolokia

Składniki:

  • 500 g śliwek węgierek wypestkowanych i przekrojonych na pół
  • 200 g śliwek wędzonych, pokrojonych
  • 2 papryczki bhut jolokia posiekane
  • 1 ząbek czosnku posiekany
  • 3 łyżki cukru
  • 1 łyżeczka soli
  • 4 goździki
  • 300-500 ml wody
  • 2 łyżki sosu rybnego
  • 50 ml Burbona

Sposób przyrządzenia:

  1. Wszystkie składniki przekładamy do rondelka.
  2. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy około 3 godziny, aż śliwki się rozpadną.
  3. Studzimy i miksujemy dokładnie.
  4. Ewentualnie możemy sos rozrzedzić przegotowaną wodą.

A tak wyglądała nasza kolekcja papryk 🙂

Ostre papryczki mix

Ostre papryczki mix

Dajcie znać, jakie papryczki lubicie i jakie polecacie 🙂

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Wołowina z imbirem, cukinią i pomidorami

Dzisiaj jedno z dań, które powstają na szybko w głowie i tak samo szybko są robione w kuchni. Szybkość to podstawa w czasie smażenia na woku. Plus potrząsanie 😉 Dopóki nie nauczycie się dobrze potrząsać, możecie mieszać łopatką. Czyli musicie mieć woka i łopatkę. I oczywiści pozostałe składniki dania. Jak już wszystko zgromadzicie i zamarynujecie mięso, to obiecujemy, że samo przygotowanie będzie błyskawiczne.

Wołowina z imbirem, cukinią i pomidorami

Wołowina z imbirem, cukinia i pomidorami

Wołowina z imbirem, cukinią i pomidorami

Składniki:

  • 300 gram wołowiny pokrojonej w paseczki
  • 5 cm imbiru grubo posiekanego
  • 3 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 1 łyżeczka cukru
  • 1-2 łyżeczki suszonego chili
  • 2 ząbki czosnku posiekane
  • 2 łyżki oleju
  • 15 pomidorków koktajlowych przekrojonych na pół
  • 1 mała cukinia pokrojona w kostkę
  • 1/2 cebuli posiekana
  • 1 łyżka oleju sezamowego – opcjonalnie
  • sos śmietanowy (100 ml śmietany, odrobina soli wędzonej, 2 łyżki soku z limonki) – opcjonalnie

Sposób przygotowania:

  1. Sos sojowy, cukier, suszone chili i jeden ząbek czosnku dokładnie wymieszać.
  2. Zamarynować mięso na 2 godziny.
  3. Rozgrzać łyżkę oleju na woku, wrzucić czosnek i jak zacznie pachnieć dodać imbir.
  4. Smażyć chwilę, dodać cukinię i pomidory i potrząsając smażyć około 3-5 minut.
  5. Zdjąć cukinię i pomidory z woka.
  6. Rozgrzać łyżkę oleju, wrzucić cebulę i po chwili dodać wołowinę, przesmażyć 10 sekund, mieszając lub potrząsając, dodać cukinię i pomidory.
  7. Smażyć mieszając 20-30 sekund.
  8. Podawać od razu, z ryżem lub pieczywem, z sosem śmietanowym. Można doprawić olejem sezamowym po smażeniu.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Sałata: rukiew wodna z wołowiną

Byliśmy ostatnio na spotkaniu dotyczącym ziół. Samo spotkanie bardzo ciekawe. Nawet nie spotkanie, tylko grupa fokusowa obserwowana zza szyby 😉 Ale rozmowa toczyła się jakby szyby nie było i wnioski nie były ciekawe. Ziół świeżych w sklepach jest bardzo mało, a jak już są to króluje bazylia (i nie jest to tajska bazylia, ani fioletowa) mięta i np. natka pietruszki. Kolendry, wspomnianej bazylii tajskiej, nie mówiąc już o chińskiej kolendrze czy tez rau ram czyli rdestowatej roślinie znanej w całej Azji Południowej, tak łatwo nie znajdziemy. Owszem bywają takie zioła, ale nie za często i nie we wszystkich sklepach. Jak nie masz ziół posianych w doniczkach, to każdy przepis z ich użyciem wiąże się z daleką wyprawą, w dodatku nie zawsze kończąca się udanymi zakupami. My i tak mamy lepiej, mieszkając w wielkim mieście, mamy pod nosem kilka azjatyckich sklepów i zaprzyjaźnionych sprzedawców. Ludzie w mniejszych miastach czy też na wsi muszą zdać się na siebie. Obiecujemy – jako, że mamy zapędy ogrodnicze – opisać na wiosnę kilka roślinek, które możecie hodować u siebie na parapecie albo na grządce przy domu. No i mamy nadzieję, że po tym badaniu, w którym uczestniczyliśmy, zwiększy się oferta i ilościowa i jakościowa ziół w sklepach 😉
A dzisiaj mniej znana roślina, z którą wróciliśmy z badań do domu. Cała doniczka akurat na jedno danie. Zdarzyło nam się też zrywać tą roślinkę w Wietnamie, prosto ze strumyka 😉
Ta roślina to rukiew wodna. Idealna w połączeniu z wołowiną i pomidorami (w naszym przypadku w połowie prosto z krzaka, z parapetu). Rozglądajcie się, bo można ją dostać w azjatyckich sklepach, a od jakiegoś czasu również w marketach na stoiskach z ziołami w doniczkach.

Sałatka w wołowiną i rukwią wodną

Sałatka w wołowiną i rukwią wodną

Sałatka w wołowiną i rukwią wodną

Składniki:

  • 350 gram wołowiny pokrojonej w cienkie małe plastry
  • 1 łyżeczka sosu rybnego
  • pęczek rukwi wodnej
  • 4 posiekane ząbki czosnku
  • 1 pomidor plus kilka małych pomidorków koktajlowych
  • 1 cebula pokrojona w piórka
  • 1 łyżeczka pieprzu czarnego
  • 1 chili posiekane
  • 50 ml octu ryżowego
  • 4 łyżka oleju
  • 1 łyżeczka cukru
  • 6 łyżki nuoc cham
  • 2 łyżki oleju

Sposób przygotowania:

  1. Wołowinę marynujemy z dwoma ząbkami czosnku, pieprzem czarnym i łyżeczką sosu rybnego przez godzinę.
  2. Rukiew siekamy lub rwiemy na 3-5 cm kawałki.
  3. Pomidora kroimy w dużą kostkę, małe pomidorki na pół.
  4. Dodajemy do rukwi razem z cebulą (zostawiamy parę kawałków cebuli).
  5. Ocet, 2 łyżki oleju i cukier mieszamy mocno i polewamy warzywa.
  6. Mieszamy. I zostawiamy do przegryzienia.
  7. Rozgrzewamy 2 łyżki oleju na patelni, wrzucamy czosnek i jak zacznie pachnieć dodajemy wołowinę i cebulę.
  8. Smażymy bardzo krótko (30-45 sek), na dużym ogniu, intensywnie mieszając.
  9. Możemy dodać odrobinę świeżego chili.
  10. Od razu po usmażeniu dorzucamy do warzyw.
  11. Mieszamy. Układamy na talerzu, posypujemy świeżym chili i polewamy sosem nuoc cham.
  12. Podajemy z pieczywem lub bez.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Wieprzowina z imbirem i pieczarkami

Ponieważ sami namawiamy do łączenia polskich i azjatyckich smaków i pomysłów na jedzenie (w naszym konkursie przy poprzednim wpisie), to sami też często tak gotujemy. Najczęściej pomysł na danie rodzi się podczas zakupów i tak było też tym razem. Pierwsza była łopatka wieprzowa, później pomysł na potrawkę/gulasz z użyciem śmietany 😉 Po zastanowieniu doszliśmy do wniosku, że fajnie zagra imbir i w oko wpadły nam też pieczarki. Reszta to już inwencja domowa, czyli klasyki: sos rybny, chili i wietnamska wegeta 😉 Jeśli uważnie czytacie naszego bloga, to wiecie, że są to składniki, których nie może zabraknąć w naszej kuchni. (Tak jak wódki i cebuli w domu, bo to podobno oznacza biedę 🙂 
Kiedy wszystko zostało pokrojone i posiekane, zabraliśmy się do roboty i na bieżąco uzupełnialiśmy smak naszej potrawy. I trzeba nieskromnie przyznać, że wyszło bardzo dobrze. My podaliśmy ją z pieczywem i następną wariacją zielonego ogórka: z sosem z kogutkiem, pieprzem, solą, cukrem i octem. Kolejny pomysł „z głowy” i jak się okazało nie „od czapy”. Zatem nie bójcie się eksperymentować i bawić w kuchni, bo z tego wychodzą naprawdę smaczne rzeczy. Większość klasyków, które znamy powstało właśnie w ten sposób ;).

Wieprzowina z imbirem i pieczarkami

Wieprzowina z imbirem i pieczarkami

Wieprzowina z imbirem i pieczarkami

Składniki:

  • 500 g wieprzowiny pokrojonej w kostkę (np. z łopatki)
  • 500 g pieczarek pokrojonych na pół
  • 5 cm imbiru posiekanego
  • 1-3 papryczka chili tajska posiekana
  • 1 ząbek czosnku posiekany
  • 1 cebula szalotka posiekana
  • 4 łyżki oleju
  • 3 łyżki sosu rybnego
  • 1 łyżka cukru
  • 1 czerwona cebula posiekana
  • 1/2 łyżeczki wietnamskiej wegety
  • 1 łyżka sosu ostrygowego
  • 350 ml śmietany 18%
  • 200 ml wody

Sposób przygotowania:

  1. Na 2 łyżki rozgrzanego w woku oleju wrzucamy czosnek.
  2. Chwile smażmy, dodajemy chili, szalotkę i wieprzowinę.
  3. Smażymy mieszając około minuty.
  4. Dodajemy imbir i smażymy jeszcze 2 minuty.
  5. Przekładamy do garnka, dodajemy śmietanę i wodę.
  6. Zagotowujemy i zmniejszamy ogień.
  7. W trakcie, na wok dodajemy 2 łyżki oleju, rozgrzewamy, dodajemy cebulę czerwoną i pieczarki.
  8. Smażymy potrząsając, a powstały sos dolewamy do garnka.
  9. Pieczarki muszą być lekko przysmażone.
  10. Po usmażeniu dodajemy do mięsa.
  11. Wlewamy sos rybny, cukier, wietnamską wegetę, sos ostrygowy.
  12. Zagotowujemy, zmniejszamy ogień i gotujemy, aż mięso będzie miękkie.
  13. Podajemy z pieczywem, ryżem lub kaszą gryczaną.
  14. Najlepiej z dodatkiem ulubionych warzyw.
Zielony ogórek, sos "z kogutkiem", pieprz, sól, cukier i ocet.

Zielony ogórek, sos „z kogutkiem”, pieprz, sól, cukier i ocet.

Smacznego!!!

Wasza slodkokwasna.pl

Wietnamskie placuszki z krewetkami banh khot

Placuszki (w naszym przypadku bardziej placki), czyli bardzo polskie danie. Na śniadanie, na kolację i na obiad. Ale u nas w zupełnie innej formie i z zupełnie innymi dodatkami. Jedzone oczywiście z sosem nuoc cham na bazie sosu rybnego. Placuszki zawładnęły naszymi sercami i żołądkami podczas wizyty w Sajgonie. Któregoś razu poszliśmy rano na spacer po okolicznych uliczkach. Mieszkaliśmy z dala od turystycznych miejsc, w pobliżu dworca autobusowego, gdzie dzielnice traciły numeracje, a zyskiwały dziwne nazwy, dla nas białasów nie do wymówienia. Tak więc dzień jak co dzień – co chwila oglądający się za nami ludzie i dzieci mówiące hello. No i oczywiście zawsze uśmiechnięci sprzedawcy jedzenia. Wśród nich wypatrzyliśmy panią, która z ogromną wprawą nalewała żółtą masę  do specjalnej foremki ustawionej na palenisku i raz po raz wyjmowała niej małe placuszki. Kupiliśmy porcję, znaleźliśmy stolik, nabyliśmy puszkę sajgon bia i zjedliśmy jedno z lepszych śniadań. Sos był z torebki, placuszki i zioła też. Ale to nie miało znaczenia. To było przepyszne. Szkoda tylko, że nie udało się kupić specjalnych foremek. Poszukamy ich teraz w Polsce albo ten zakup trafi na listę przed następnym wyjazdem do Wietnamu. W każdym razie i bez foremki udało nam się takie placuszki – tylko trochę większe – zrobić w domu. Zatem jak zawsze dzielimy się z Wami przepisem 🙂

Placuszki z krewetkami banh khot

Placuszki z krewetkami banh khot

Placuszki z krewetkami banh khot

Składniki:

  • 400 g gotowej mieszanki banh khot lub 320 g mąki ryżowej zwykłej i 70 g mąki ryżowej z ryżu kleistego
  • 700 ml wody kokosowej lub 1 puszka mleka kokosowego
  • 1 łyżka zmielonej kurkumy
  • 1 łyżeczka soli
  • 200 g małych krewetek (obranych)
  • pęczek zielonej dymki lub szczypioru
  • opcjonalnie zioła i sałaty do podania
  • sos nuoc cham

Sposób przygotowania:

  1. Gotową mieszankę lub mieszankę mąk miksujemy bardzo dokładnie z wodą kokosową lub mlekiem kokosowym.
  2. Dodajemy sól, kurkumę i 3/4 posiekanej dymki lub szczypioru.
  3. Ewentualnie możemy od razu dodać cały szczypior.
  4. Mieszamy bardzo dokładnie.
  5. Rozgrzewamy małą patelnię.
  6. Wlewamy olej (na duży placek jedną łyżkę, placuszki mają być tłuste)i rogrzewamy dosyć mocno.
  7. Smażymy chwilę i utykamy w placuszku krewetki.
  8. Na chwilę przykrywamy.
  9. Ostrożnie przewracamy na drugą stronę.
  10. Smażymy około 1-2 minut.
  11. Podajemy gorące z sosem nuoc cham.
  12. Możemy też podać do tego miks ziół i sałat i zawijać placki z ziołami w liść sałaty, maczając w sosie.
Placuszki z krewetkami banh khot

Placuszki z krewetkami banh khot

A przy okazji, że to placuszki po wietnamsku, a smażą się jak nasze polskie mamy dla was konkurs i to z całkiem fajnymi nagrodami.

Apetyt na Polskę

Apetyt na Polskę

Są to książki kucharskie wydane przez PARP z okazji wystawy EXPO 2015 w Mediolanie. Na stronie www.expo.gov.pl znajdziecie wszelkiego rodzaju informacje na temat udziału Polski w EXPO.
Do wygrania w tym konkursie (bo będzie jeszcze jeden na fanpage) są trzy książki. A zasady są bardzo proste. W komentarzu napiszcie jak byście widzieli połączenie kuchni azjatyckiej i polskiej. Liczymy na prawdziwą inwencję.
Konkurs trwa do soboty czyli 7.11 o godzinie 24.00 przestajemy brać pod uwagę komentarze. Nagrodzimy 3 komentarze, które najbardziej się nam spodobają. Książki dostarczymy wygranym pocztą, jak tylko dostaniemy na maila informację z adresem.

Smacznego!!!
Wasza slodkokwasna.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...